Problematyka DLC i sposobu żerowania na kasie współczesnego gracza jest stara jak elektroniczna dystrybucja. Niesławna zbroja dla konia była odmieniana przez wszystkie przypadki, za swoje dostał też Capcom, zachęcający do dodatkowego płacenie za zawartość zamieszczoną na płycie. Niby wszystko OK, bo nikt nie zmusza do kupowania „dodatkowego” trybu, postaci czy map do ulubionej gry. Tyle tylko, że ta extra zawartość dostępna jakiś czas po premierze danego tytułu kryje się nieraz na fizycznym nośniku, na który już raczyliśmy wydać ze dwie stówki.
Swego czasu sporo pogrywałem w Bad Company 2 i wieść o nadchodzącym rozszerzeniu z Wietnamem przywitałem z wielkim entuzjazmem. Tematyczny dodatek miał się pojawić w grudniu 2010 r., a kilka dni przed jego premierą tytuł DICE wymusił na mnie aktualizację. Całkiem pokaźną, bo przekraczającą tysiąc mega. Ściągnąłem bez gadania, licząc, że zmiany zawarte w łatce od razu rzucą mi się w oczy. Odpalam Bad Company 2 i… nic. Zero, żadnych nowości, widocznych usprawnień, czegokolwiek, co powinno zawierać ponad gigowa aktualizacja. Wszystko wyjaśniło się w dniu zakupu dodatku Vietnam. Z konta zeszło 47 złotych, a w zamian dostałem kilkukilobajtowy klucz do upragnionych map, pojazdów czy broni z minionej epoki. Cwaniaczki z DICE wcisnęli wszystkim posiadaczom Bad Company 2 swój dodatek na twarde dyski, który grzecznie czekał na odblokowanie kilkudziesięcioma złotymi.
Zakładam, że pomysłowość producentów i wydawców w sposobie zarabiania na DLC nie zna granic. Wraca jednak stara zasada głosowania portfelem i samodzielnym decydowaniu, za jaki dodatek (albo „dodatek”) jesteśmy skłonni zapłacić, a który uważamy za totalną kpinę. Coś jest na rzeczy, bo dwa fabularne rozwinięcia do Star Wars: The Force Unleashed na PlayStation 3 kosztowały po 36 złotych każde, oferując w zamian łącznie godzinę (!) rozrywki. Dodatkowe misje do Force Unleashed 2 były już wycenione na 4 złote. Sympatyczny Trine w dniu premiery można było ściągnąć za bagatela 69 złotych. „Dwójka” od początku jest trzy razy tańsza.
Różne są potrzeby graczy i nie ma się co dziwić, że ktoś zapłaci kilkadziesiąt złotych za stroje do Street Fightera, a innemu będzie szkoda kilkunastu złotych za klasyka z minionej epoki. Znajdą się i tacy (już się znaleźli), którzy za obecną równowartość cenową Battlefielda 3 nabędą wszystkie możliwe dodatki dla postaci i pojazdów, odblokowanie których zajmuje normalnie kilkadziesiąt godzin gry. Ale wiecie co? Skilla sobie nie kupią.