Nawet jeżeli wziąć pod uwagę naśladowców, czegoś takiego jak Minecraft na konsolach po prostu nie ma. Tak otwartego, tak stawiającego na wyobraźnię i pomysłowość gracza, tak skoncentrowanego na daniu mu najlepszych narzędzi do zabawienia samego siebie, zamiast spełniania filmowych czy literackich ambicji twórców.
Produkcja studia Mojang, powstała we współpracy z 4J-Studios, sprawdza się na konsoli przede wszystkim dlatego, że mimo braku niektórych elementów to, co jest w niej najważniejsze, pozostało niezmienione. Czysta radość tworzenia, kształtowania świata na swoją modłę, budowania fantazyjnych konstrukcji, których kształt i przeznaczenie ogranicza jedynie wyobraźnia. Tak, Minecraft wymaga od gracza wzięcia spraw w swoje ręce. Praktycznie wszystkie cele należy sobie tu postawić samemu, co potrafi być momentami przytłaczające, ale szybko przekonujemy się, że wystarczy zacząć robić cokolwiek, by cele same zaczęły się nam formować w głowie. Wystarczy pokopać parę metrów w głąb ziemi, a już rodzą się wizje podziemnego kompleksu jaskiń albo kopalni, przecinających całą wyspę. Zetniemy parę drzew i zaraz próbujemy wybudować dom. A jak dom, to umeblowanie i okna, i dach, i rozkład pomieszczeń, i piętra...
Te uczucia będą szczególnie dojmujące u osób, które nie miały wcześniej z Minecraftem do czynienia. To przede wszystkim do nich kierowana jest konsolowa wersja. Wejście w zabawę znacząco ułatwia tutorial, wyjaśniający wszystkie podstawy rozgrywki, oraz nowy system craftingu, w którym – zamiast umieszczać elementy na specjalnej siatce zgodnie z odkrytymi samodzielnie bądź znalezionymi w sieci przepisami – wybieramy po prostu przedmiot z listy i jeżeli tylko mamy odpowiednie komponenty, to możemy go stworzyć jednym naciśnięciem przycisku.
Wyznawcy wersji PC, którzy zjedli zęby na specjalistycznych wiki, forach dyskusyjnych czy innych ircach, odbiorą to pewnie jako dostosowanie gry do „mniej inteligentnego” odbiorcy konsolowego, ale koniec końców jest to zmiana na lepsze. Eliminuje ona wprawdzie nieco radości z samodzielnego odkrywania niespodzianek zawartych w mechanice gry, ale pozwala za to skoncentrować się na tym, co w niej najistotniejsze. Nadaje też zabawie chociaż odrobinę tak potrzebnego jej kierunku – zamiast zastanawiać się, co by tu teraz zrobić, możemy ustalić sobie jasny cel („chcę skonstruować torowisko dla wózków kopalnianych”) i zabrać się za jego realizację.
Grze na dobre wyszło także uproszczenie rozgrywki wieloosobowej. Przyjaciele mogą dołączać do nas, jeżeli tylko oznaczymy naszą sesję jako dostępną online, chociaż trzeba pamiętać, że odejście gospodarza oznacza koniec zabawy dla wszystkich (brakuje serwerów dedykowanych). Miłym dodatkiem jest również tryb wieloosobowy na jednym ekranie nawet dla czterech graczy równocześnie. Wystarczy, że znajomy chwyci pad, naciśnie przycisk „start” i już może brać się za niszczenie dzieła naszego życia.
Jednak nie wszystkie uproszczenia wyszły grze na dobre. Trudno znaleźć pozytywne strony znacznego ograniczenia wielkości map. Tak jak brak niektórych elementów rozgrywki, jakie pojawiły się w nowszej edycji na PC (jak bohaterowie niezależni i ich wioski) można jeszcze wybaczyć (szczególnie że twórcy obiecują dodawanie ich w kolejnych aktualizacjach), tak zmiana skali znacząco zmniejsza radość z eksploracji. Plansze na komputerze wydawały się praktycznie bezkresne, na konsoli, z powodu istotnego ograniczenia pamięci operacyjnej, sprawiają wrażenie raczej dużych placów zabaw niż całych światów. Z jednego końca terenu na drugi można przejść w ciągu kilku minut i trudno się tu naprawdę zgubić.
Te różnice zauważą jednak głównie ci, którzy grali już bądź ciągle grają na PC. Wersja komputerowa nadal pozostaje tą właściwą, to w niej dzięki najczęstszym aktualizacjom i licznym modom, tworzonym przez całą społeczność, kwitnie świat Minecrafta. Jeżeli jednak nie zależy Wam na hardkorowym „minecraftowaniu” i macie ochotę na odrobinę relaksu i kreatywności albo chcecie po prostu zobaczyć, o co tyle zamieszania, to edycja konsolowa jest jak najbardziej wystarczająca.