Heroes of Might & Magic V, opracowane przez rosyjskie studio Nival Interactive, zostało bardzo ciepło przyjęte przez graczy. Dużo gorzej ocenili ten tytuł posiadacze praw do marki Might & Magic, czyli Ubisoft. Na tyle słabo, że prace nad szóstą częścią Heroesów zlecili węgierskiemu studiu Black Hole Entertainment, znanemu przede wszystkim z dwóch gier RTS, Armie Exigo i Warhammera: Mark of Chaos. Zabranie praw do tworzenia nowych Heroesów studiu Nival i oddanie ich niespecjalizującemu się w turowych strategiach Black Hole wzbudziło spory przestrach wśród graczy. Czy uzasadniony? Na szczęście nie, o czym sami się przekonaliśmy, kładąc łapki na becie Might & Magic Heroes VI.
Gra o tron
Fabularnie tytuł przenosi nas ponownie do Ashan, świata znanego z Heroes of Might & Magic V czy Dark Messiah of Might & Magic. Akcja „szóstki” dzieje się czterysta lat przed wydarzeniami przedstawionymi w „piątce”, wobec czego mamy do czynienia z nowymi (starymi?) stronnictwami i nowym rozkładem sił. Konflikt w świecie Ashan zaczyna się od powrotu potężnego Generała Archanioła, który pod pretekstem wojny z armiami demonów postanawia przejąć panowanie nad krainą. Na drodze staje mu książę Slava, a po jego śmierci jego dziatki: Anton, Anastasya, Kiril, Sandor i Irina. Stopień skomplikowania fabuły i koligacji rodzinnych oraz wpływ postaci drugoplanowych na akcję przypomina takie tuzy jak Gra o Tron, co w przypadku produkcji strategicznych jest bardzo pozytywnym porównaniem. Istotne jednak jest to, że podczas kolejnych kampanii ani razu nie gubimy wątku, a to dzięki licznym, przerywającym co chwilę misje, sekwencjom fabularnym oraz komentarzom bohaterów pierwszo- i drugoplanowych. Wyznam szczerze, że jestem naprawdę mile zaskoczony dbałością o fabułę i klimat świata Ashan.
W rozgrywce nie czekają nas zbyt wielkie zmiany. Ponownie, jak w poprzednich pięciu częściach, mamy bowiem do czynienia z turową grą strategiczną, kładącą równy nacisk na eksplorację, rozwój i walkę. Ponownie też naszym zadaniem jest przeprowadzić bohaterów przez kolejne misje, rozbudowując miasta, gromadząc surowce, zakupując nowe armie i podbijając kolejne części planszy. Frakcji „szóstka” oferuje raptem pięć, a najnowsza z nich – Sanktuarium jest bardzo silnie zakotwiczona w mitologii japońskiej. Cztery kolejne, czyli Haven, Inferno, Necropolis i orczy Stronghold, opierają się na stronach konfliktu z poprzednich części serii. Prawda, brakuje wielu innych frakcji, ale znając politykę Ubisoftu, te wkrótce pojawią się w postaci pełnoprawnych i pełnopłatnych dodatków.