Zmien skórke
Logo Polygamii

Metacritic publikuje listę 10 najniżej ocenianych gier 2017 roku

Dying: Reborn
Z polskim akcentem.

Koniec roku to standardowo czas dojadania sernika, pozbywania się z organizmu resztek szlamu po wigilijnym karpiu i oczywiście wszelkiej maści podsumowań. Nasze też się robią, ale zanim poznacie grę roku według redaktorów Polygamii, warto rzucić okiem na najgorszą dziesiątkę 2017 według Metacritica.

Serwis wyciągnął ze swojej przepastnej bazy 10 gier, które w tym roku uzyskały najniższą średnią ocen, przy czym aby zakwalifikować się do konkursu, produkcja musiała mieć przynajmniej 7 recenzji od krytyków, a nie tylko użytkowników. W nawiasach podana jest platforma, na której dana produkcja uzyskała najniższe oceny.


Miejsce 10 – Rugby 18 (PS4). Średnia: 42/100

Jak można zepsuć grę sportową? A już tym bardziej taką na licencji i traktującą o iluś tam facetach bijących się o piłkę? Przecież wszystko jest podane na tacy, wystarczy jedynie skopiować i tyle. Okazuje się, że jednak nie do końca, bo recenzenci narzekają w Rugby 18 na mało trybów rozgrywki, brak ogólnych szlifów i zacofanie względem innych produkcji sportowych. Sam nie grałem, więc nie oceniam, ale na materiałach wideo widać facetów wkładających sobie głowy w tyłki, co chyba jest esencją rugby, jeśli dobrze pamiętam jeden jedyny mecz, jaki widziałem w telewizji lata temu.


Miejsce 9 – Touhou Kobuto V: Burst Battle (PS4). Średnia: 42/100

Co prawda gra na Switchu uzyskała średnią 38, ale miała za mało recenzji. Nie jestem Adamem Piechotą, ale wygląda to na jakąś standardową, japońską naparzankę, w której 12-latki wydają odgłosy niepokojące każdego zdrowo myślącego mężczyznę i okładają się w rytm idiotycznej muzyki z syntezatora. No i spoko. 2/10 – GOTY.


Miejsce 8 – Tokyo Tattoo Girls (Vita). Średnia: 41/100

Kolejna japońska gra w zestawieniu. Przypadek? Powiem szczerze, że trochę bałem się wpisać to w Google’a, ale po włączeniu filtra rodzinnego okazało się, że to nawet fajny pomysł. Panny, oczywiście wydekoltowane, tłuką się między sobą, a moce czerpią z tatuaży. Żeby było jeszcze ciekawiej, sami możemy je tatuować, a bohaterki leżą wtedy roznegliżowane na łóżku. Normalnie raj każdego nastoletniego otaku. Problem w tym, że można ją przejść w godzinę, a samej rozgrywki… nie ma? No chyba nie ma, bo oglądam któryś filmik z kolei i poza dzikim klikaniem, nic się nie dzieje.


Miejsce 7 – Inner Chains (PC). Średnia: 40/100

Polski akcent w zestawieniu i dowód na to, że jeśli zrobiłeś raz dobrą grę jako członek większego zespołu, wcale nie musisz być świetnym szefem własnego studia. Niestety, choć Inner Chains ma niesamowity styl graficzny, to nie oferuje niczego więcej. Paweł Olszewski zatytułował swoją recenzję „Jaka piękna katastrofa”, a grę Telepath’s Tree podsumował tak:

Inner Chains jest zły na każdym poziomie. Nieprzemyślany, niedokończony, zabugowany i mocno kadłubkowy. Najgorsze w nim jest jednak to, że ładnie wygląda. Nabrało się na to 900 osób na Kickstarterze, przyczyniając się do powstania gry. Pewnie jeszcze więcej nabierze się na Steamie, impulsywnie wrzucając grę do swojego wirtualnego koszyka. Albo do tego prawdziwego, w Biedronce. Nie mam wątpliwości, że Inner Chains, podobnie jak Husk, szybciutko tam wyląduje.


Miejsce 6 – Drive Girls (Vita). Średnia: 39/100

Znowu skąpo ubrane dziewczyny, znowu z Japonii i znowu z dziwnym pomysłem. Zaczynam dostrzegać pewien wzór. Chociaż, jak tak oglądam filmiki, to wcale nie wygląda tak źle. Mamy autostradę, jakieś pająki i pannę lejącą te pająki… która zmienia się w samochód? Okej… ta gra zdecydowanie dedykowana jest każdemu miłośnikowi „magicznych chwil” z Optimusem Prime i D.Vą, który chce mieć wszystko w jednym miejscu. Na swój sposób to szanuję.


Miejsce 5 – Troll and I (PS4). Średnia: 39/100

Niektórzy stawiają Troll and I na równi z takimi hitami jak Life of Black Tiger czy Skylight Freerange 2. Patryk Fijałkowski uważa, że to jednak przesada, choć kiedy przyszło do pisania recenzji, żaden z nas się nie zdecydował. Na pewno nie przez fatalnej jakości zwiastun czy fakt, że gra nie ujmuje niczym. Ci, którzy recenzji się podjęli mówią zgodnie, że Troll and I to niewykorzystany potencjał, słaba narracja, błędy i zła mechanika. No nic, nie każda gra niezależna musi być hitem.


Miejsce 4 – Dying: Reborn (PS4). Średnia: 38/100

Nie wiem, co w tej grze jest bardziej idiotyczne. Tytuł “Umieranie: Odrodzony” czy główny zły w formie mężczyzny z głową ryby zamiast głowy właściwej. Choć z drugiej strony, potrafię wyobrazić sobie swojego wigilijnego nemezis z głową karpia i mułem lejącym się z każdego otworu ciała. Recenzenci znowu są zgodni – gra ma nawet niezłe zagadki, ale nie potrafi zainteresować gracza. Wyszła też wersja na PS VR, ale została tak okrojona z zawartości, że nie warto się nią interesować.


Miejsce 3 – Randall (PS4). Średnia: 38/100

Nie każda platformówka musi od razu być Cupheadem czy tam innym Braidem. Niektórym, na przykład Randallowi, po prostu nie wychodzi, bo choć pomysł ciekawy, to wykonanie leży. Recenzenci narzekali na powtarzalną walkę, błędy i kiepskie dialogi. I co zrobisz? Nic nie zrobisz.


Miejsce 2 – Road Rage (PS4). Średnia: 26/100

Terminem road rage określa się nagły napad szału podczas prowadzenia pojazdu, zwykle kończący się agresywnym zachowaniem osoby nim dotkniętej. Czasem zajedzie komuś drogę i przetestuje refleks ofiary, kiedy indziej wysiądzie z auta i z pomocą rekwizytów wyrządzi szkodę. Mi raz pewien mieszkaniec Szczecina napluł na szybę i złożył lusterka, ale miał pecha, bo rozkładały się „na przycisk”, co jeszcze bardziej go rozsierdziło. W każdym razie, wieść niesie, że dokładnie takich samych napadów szału doświadczyły wszystkie osoby grające w Road Rage od Maximum Games.


Miejsce 1 – Vroom in the Night Sky (Switch). Średnia: 17/100

Nie każdy indyk na Switchu musi być dobrą grą. Magiczne dziewczę lata na magicznym motocyklu zbierając magiczne gwiazdki rozrzucone po magicznym świecie, dzięki czemu zdobywa magiczny pył, który wykorzystuje w magicznym sklepie kupując bardziej magiczne pojazdy, by szybciej zbierać magiczne gwiazdki, by… chyba już łapiecie o co chodzi. Dożo w tym magii, a najbardziej magiczne jest fatalne tłumaczenie; nieco mniej magiczne – grindowanie pyłu, żeby w końcu kupić lepszy motocykl. A w ogóle, to Vroom in the Night Sky jest na jeszcze jednym podium. To trzecia najniżej oceniana gra w historii Metacritica (która miała co najmniej 7 recenzji).

Zwycięzcom gratulujemy i życzymy, by w przyszłym roku ich gry nie znalazły się w podobnym zestawieniu. Jednocześnie nie ma się co łamać, bo jak mawiają polscy twórcy niezależni – każdy orze jak może.

Bartek Stodolny

Więcej na temat:

1
Dodaj komentarz

Zaloguj się by skomentować
1 Komentarze
0 Odpowiedzi
0 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
prophetsor
Użytkownik

A gdzie battlefront? Powinien dostac sie na miejsce honorowe 😀