Wśród sieciowej braci rządzą teraz dwa shootery: Modern Warfare 2 i Bad Company 2. Czy porządzi też Medal of Honor? Po kilkunastu godzinach grania w betę multiplayera mogę śmiało powiedzieć, że tak. Więcej. Medal of Honor porządzi i stanie na podium. Może na jego ostatnim miejscu, ale zawsze.
Nadal Bad czy już Honor?
Sprawa podstawowa. Nad sieciowym aspektem Medal of Honor pracują ci sami ludzie, którzy stworzyli Bad Company 2. Szwedzkie Digital Illusion wykorzystało własny, autorski silnik graficzny. Niestety, potężny Frostbite został okrojony niemiłosiernie. Nadal oferuje piękne efekty wizualne, cienie, światła itd., ale pozbawiony jest rzeczy najważniejszej, czyli elementu destrukcji. Nie da się więc zniszczyć budynku, nie da się nawet zrobić dziury w ścianie. Wątpię, czy w pełnej wersji coś się jeszcze w tej materii zmieni. Na szczęście nie jest tragicznie. Rozwalamy płoty, deski, dzbanki, telewizory, a czasem uda się nawet zburzyć fragment muru.Producent udostępnił w becie tylko dwie mapy (Kabul Ruins oraz Helmand Valley) i tylko dwa tryby (Team Assault oraz Combat Mission). Niewiele tego, ale na tym etapie wystarcza, bo nawet po pięciu minutach gry można przekonać się, jaki jest i jaki będzie multiplayer w nadchodzącym Medal of Honor.
Strzelanina aż miło
Tym, co najpierw rzuca się w oczy, jest chaos, dynamika i agresja. W czasie ostrej wymiany ognia czuć niszczącą potęgę drzemiącą w pociskach. Aż nie chce się spuszczać palca z przycisku myszki. Kule rozbijają się o ściany, kruszy się tynk, gdzieś tam pada przeciwnik. Gdy w ruch idą granaty, ziemia niemal drży, w powietrze wznoszą się tumany pyłu i kurzu, a w pomieszczeniach nic nie widać od czarnego duszącego dymu. To hipnotyzujące. W Medal of Honor chce się grać choćby dlatego, by móc na to wszystko patrzeć.
Jeżeli za kryterium oceny przyjąć dynamikę rozgrywki, to najnowsze dzieło DICE można umieścić gdzieś pomiędzy Battlefieldem a Call of Duty. Bo z jednej strony gra jest naprawdę realistyczna. Można zginąć dosłownie od jednej kuli, w ułamku sekundy, niemal w okamgnieniu. Nie, nie przesadzam. Czasami nie wiadomo nawet, skąd nadeszła śmierć. Nie przypominam sobie innej gry tego typu, w której można było stracić życie tak szybko, no chyba że w serii Operation Flashpoint. Natomiast z drugiej strony – chaos wojny tak wciąga, że czasami nacieramy na przeciwnika, zapominając zupełnie o czyhającym na każdym kroku zagrożeniu. I wtedy właśnie gra nabiera charakteru zręcznościowego i strzelamy dosłownie do każdego, kto się nawinie. Nie zważając na świszczące nad głową kule.