Jeśli pamiętasz – tu wstaw nazwę zabawki z lat 80 – to znaczy, że jesteś już stary. Przynajmniej w rozumieniu osób zamieszczających tego typu stwierdzenia w Internecie. Znaczy to także, że masz około trzydziestki, co jednocześnie stawia Cię na pozycji osoby pasującej wiekiem do rysopisu typowego gracza, ale dzieciństwa raczej nie wypełniały Ci jedynie gry wideo. Prawdopodobnie bawiłeś się resorakami, klockami LEGO czy różniastymi kolejkami elektrycznymi. A teraz patrzysz, jak maszyny z Twojej młodości bezwstydnie wykorzystywane są przez deweloperów.
Sukces Minecrafta, który zarobił już oszałamiające wielkością sumy, w ogóle mnie nie dziwi. Tak, jak nie dziwi mnie niegdysiejszy sukces LEGO. Doceniając grę autorstwa Markusa Perssona, pozostaję trochę z boku, bo nie potrafię wskrzesić w sobie emocji z czasów, gdy z wspólnie z bratem tworzyliśmy niesamowite konstrukcje z plastikowych klocków. Podczas gdy 20 lat temu limitem była dla mnie wypadkowa weny twórczej i ilości posiadanych części, tak obecni wirtualni konstruktorzy nie mają problemu z dostępnością środków.
Układanie klocków według PerssonaPamiętam jak dziś budowę samochodu (a przynajmniej zestawu pedałów i kierownicy) na tyle dużego, bym mógł się w nim zmieścić. Skończyło się to oczywistą porażką, bo ośmiolatkowi zabrakło przygotowania merytorycznego do zawodu konstruktora, ale rozmach w planach był niesamowity. Mogę sobie tylko wyobrazić, gdzie zabrałby mnie Minecraft, gdybym trafił na niego w punkcie kulminacyjnym młodzieńczej fantazji. Nie wiem, czy jego twórcy w trakcie prac nad nim zaświtała myśl, że odwołuje się do jednego z fenomenów zeszłego wieku, ale dobitnie pokazał, że piękna grafika traci na znaczeniu, kiedy graczom pozwoli się na rozwinięcie skrzydeł kreatywności.
O ile Minecraft jest przeróbką LEGO na miarę XXI wieku, tak zastanawia mnie, czy podobnie rzecz ma się w przypadku innych wspomnianych zabawek? Kiedyś małe maszyny ograniczały tylko nasze pomysły. W moim przypadku duży ładunek dobrej rozrywki zawierało ustalanie trasy pociągu/rajdu i takie ustawianie poszczególnych elementów (albo rysowanie ich w piaskownicy), aby osiągnąć optymalną jakość. Dlatego teraz, po latach, grami, które najbardziej mnie fascynują, są wszelkiego rodzaju tycoony.
Niewątpliwym królem pomysłowości jest na pewno Transport Tycoon, nie tylko dlatego, że pozwala na zarządzanie przedsiębiorstwem przewozowym, ale głównie z powodu możliwości bardzo dokładnego i pieczołowitego ustawiania poszczególnych elementów szyn tak, aby osiągnąć satysfakcjonujący końcowy efekt. Szukając porad na forach gry, nie natrafimy za często na wskazówki dotyczące zarabiania pieniędzy, za to całymi stronami można czytać o tym, jak zbudować najbardziej przepustową stację i jak rozwiązać problemy dotyczące krzyżujących się linii. A konstruowanie kolejek górskich w Rollercoaster Tycoon? A tworzenie pokręconych tras w Trackmanii? Wyobraźnia, głupcze!
Trackmania: wyścigowo i kreatywnieJeśli pamiętasz – tu wstaw nazwę zabawki z lat 80 – to znaczy, że jesteś już stary. To stwierdzenie ma za zadanie uwydatnić, że zabawa małymi maszynami na dywanie to coś, czego dzieci ery komputerów nie zaznają. Coś, co w założeniu oznacza wspaniałą rozrywkę, której wspomniane pokolenie 30-latków jest osamotnionym strażnikiem. Czasy, kiedy szuflada wypchana matchboksami, pociągami, wagonami i tym podobnymi pozwalała zamienić nudę w szaloną przygodę, bezpowrotnie minęły, a ślęczenie przed monitorem jest mało kreatywnym sposobem wypełniania sobie kolejnych dni.
Jest w tym zapewne dużo racji, kiedy myślimy o wielogodzinnym przesiadywaniu na portalach społecznych, o oglądaniu niezliczonych filmików z uroczymi kotkami na YouTubie, o grach wymagających od nas wciskania określonych guzików, by posunąć średnio zarysowaną fabułę do przodu. Czy jednak budowanie miasta z klocków LEGO tak bardzo różni się od rozwijania metropolii w SimCity? Dzisiejsze maszyny służące do zabawy stwarzają niesamowite możliwości oryginalnej rozrywki, praktycznie nieograniczające naszej fantazji. Zmieniło się jedynie medium.