Dzień dobry, panie Freeman. Wygląda na to, że trochę się pan spóźnił do pracy - mówi strażnik w laboratorium Black Mesa, sprawdzając, czy to rzeczywiście ja przyjechałem kolejką. W holu kolejny ochroniarz informuje mnie, że w komorze testowej coś poszło nie tak, ale już wszystko powinno działać prawidłowo. Na dole, przy windzie, stoi trzech naukowców. Czekamy tylko na ciebie… Idź do komory testowej - mówi jeden z nich, starszy naukowiec w okularach. Nie reaguję na jego protekcjonalny ton, grzecznie wykonuję polecenia. Jestem robotem przysłanym z innego wymiaru, aby otworzyć portal dla międzygalaktycznych armii Kombinatu.
Gdybyście tylko wiedzieli...Mój Gordon Freeman nie jest cichym zbawcą ludzkości, spełnieniem fantazji nerdów o ratowaniu świata. Jest szpiegiem, który niczym zmiennokształtni z serialu Fringe (uwaga, spoiler), przedarł się do tego wymiaru w celach jednoznacznie złowieszczych. Freeman nie mówi ani jednego słowa, nie wiemy nic o jego rodzinie, jego osobowości, zainteresowaniach. Jest robotem, widzi przecież HUD, może nosić dziesiątki broni, wychodzi cało z opresji, które innego człowieka by uśmierciły. Jedyne, co określa doktora Gordona Freemana, to jego działania, a na sam koniec ograniczają się one do spełniania poleceń innych. Jest jak Jack z Bioshocka, tylko do jego aktywacji nie jest potrzebna żadna fraza klucz. A do tego nosi ironiczne nazwisko, okrutny żart twórcy maszyny, która nie ma pojęcia, czym jest wolna wola.
Taka interpretacja może jest odrobinkę niedorzeczna, ale równie trudna (lub też równie łatwa, zależy od podejścia) do podważenia jak te podawane w jednym z naszych wątków na forum przez Tomasza Pstrągowskiego i Mateusza Skutnika. Pewnie, Freeman może być na kacu lub może być po prostu bucem, ale dla mnie on jest robotem, maszyną, którą steruję ja, gracz.
Jak wielu bohaterów gier traktowanych jest przez graczy jako funkcjonalne androidy. Jak wielu bohaterów jest w ten sposób kontruowanych przez twórców. Teoretycznie taki zabieg ma zostawić miejsce na nasze ambicje, nadzieje, to my powinniśmy wypełnić pikselową skórę bebechami naszej osobowości. Efekt jest jednak taki, że większość bohaterów gier XXI wieku bardziej przypomina terminatorów niż żywe osoby. Fakt, że Jackie z The Darkness II ma swój głos, historię i pragnienia, sprawia, że od razu gra wydaje się ciekawsza.
Tak naprawdę bohaterowie w grach FPP mają więcej wspólnego z Royem Batty’ym z Łowcy androidów niż z postaciami z filmów czy ksiązek. Mają tylko wyglądać jak ludzie, aby nie psuć iluzji prawdziwości świata. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, ale to dzięki nim możemy powiedzieć wszystkim, którzy grami się nie interesują: Widziałem rzeczy, którym wy ludzie nie dalibyście wiary. Statki w ogniu sunące ku ramionom Oriona. Oglądałem promienie kosmiczne błyszczące w ciemnościach blisko wrót Tannhausera. Ja, gracz, władca marionetek.W tym miesiącu zajmować się będziemy tematyką mechaniczną. Marzec jest miesiącem maszyn, a więc pojawią się materiały o sztucznej inteligencji w grach, mechanicznych pomocnikach czy maszynach jako przeciwnikach. Przypatrzymy się też naszym ulubionym maszynom, czyli konsolom i automatom, bo przecież bez technologii wciąż bylibyśmy na etapie Monopoly i fabularnego Warhammera.