W 2002 roku miała premierę Mafia, świetna free-roamingowa trzecioosobowa gra akcji o fikcyjnych mafiach dwudziestego wieku. Gra, choć kładła spory nacisk na fabułę oraz klimat wzorowany na Ojcu Chrzestnym czy Chłopcach z Ferajny, okrzyknięta została kolejnym klonem Grand Theft Auto. Teraz, w osiem lat po premierze „jedynki”, nadchodzi jej sequel, jeszcze bardziej klimatyczny, gorący i opowiadający jeszcze lepszą historię.
Empire state of mind
Gra przeniesie nas do przełomu lat 40 i 50 poprzedniego wieku, do miasta Empire Bay, połączenia Nowego Jorku i San Francisco. Metropolia ta będzie całkowicie otwarta dla gracza, a wielkością ma przyćmić wiele innych z konkurencyjnych produkcji – 10 mil kwadratowych klasycznego amerykańskiego terenu. Chociaż twórcy nie zapowiadają jakichkolwiek blokad, zależnie od rozgrywanego epizodu, zwanego tutaj rozdziałem, możemy być ograniczeni przez czas albo samą fabułę. Przykład? Proszę bardzo: bohater tak się stęskni za matką, że nie pozwoli nam nawet na chwilę zboczyć z najkrótszej trasy do domu.
Głównym bohaterem będzie Vito Scaletta, powracający w rodzinne strony weteran drugiej wojny światowej. Trzeba przy tym dodać, że ów weteran tylko dlatego wyruszył na front, by nie trafić do więzienia za włam. Los go jednak nie oszczędza – okazuje się, że jego ojciec zmarł, zostawiając przy okazji 2000 dolarów długu, co na tamte czasy było naprawdę sporym majątkiem. Jako że zwykła praca nie rajcuje Vito, szybko odnawia on kontakty ze swoim przyjacielem, drobnym cwaniaczkiem Joe Barbaro i zaczyna robić z nim mało legalne interesy. Spory plus dla twórców za to, że ów wstęp do właściwej rozgrywki nie jest opowiedziany w interku, ale dowiadujemy się o tym wszystkim w pierwszych trzech rozdziałach gry. Inaczej mówiąc: na bieżąco uczestniczymy w akcji, a gros zabawy zajmują cut-scenki stworzone na silniku gry. Jest ich dużo, co nie znaczy, że są męczące – fabuła jest tu bowiem budowana tak jak w „jedynce”, czyli na wzór Ojca Chrzestnego – powoli, z dbałością o detale. Mamy więc bohatera, który z czasem staje się made manem, mamy trzy walczące ze sobą mafie, mamy zdrady, kombinacje i morderstwa.
Mafiozo z MP40
W grze otrzymamy do dyspozycji pięćdziesiąt modeli samochodów z tamtego okresu oraz oficjalną broń, zarówno tę znaną z „jedynki”, czyli na przykład Thompsona M1928, Colta 1911, jak i nowszą, w tym wynalazki z czasów wony – MP40 czy MG42. Zdobywanie samochodów będzie możliwe na dwa sposoby: ten z Grand Theft Auto, czyli wyrzucając kierowcę, oraz przejmując pusty zaparkowany samochód. W tym drugim przypadku możemy zdecydować się albo na szybkie wybicie szybki (od razu przyjeżdża policja), albo na próbę dostania się do auta za pomocą wytrychów. To ostatnie odbywa się w trakcie minigry w stylu otwierania zamków w Oblivionie – musimy w odpowiednim momencie podważyć i zatrzymać mechanizm. Po zaanektowaniu samochodu da się pojechać dosłownie wszędzie, szczególnie że podróże są tu dużo bardziej sympatyczne niż w innych tego typu grach, a to dzięki bardzo dobrej fizyce pojazdu. Naprawdę, jeździ się tu świetnie i choć Mafia nie jest symulatorem, to modelu jazdy nie ma powodu się wstydzić. Warto wspomnieć, że dla wygody graczy postanowiono pozostawić speed limit, czyli informację, czy nadmierną prędkością nie zwracamy na siebie uwagi policji.
Skorumpowani stróże prawa
A stróże prawa znają się na swojej robocie. Jak już wspomniałem, przy kradzieży samochodu mają tendencję do pojawiania się znikąd, podobnie szybko przyjeżdżają po obiciu przez nas facjat jakimś klientom. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że po zatrzymaniu nas przez policję mamy tylko dwie możliwości – wręczyć łapówkę albo spróbować uniknąć aresztowania. To drugie najczęściej kończy się naszą śmiercią, czyli spektakularnym i animacyjnie dobrze wyreżyserowanym fiaskiem.
Myślący wise guys
Podczas starcia z wrogą mafią w magazynie mogliśmy zapoznać się z kolejnym silnym punktem tytułu, czyli z prowadzeniem walk. Po pierwsze – w grze zaimplementowano cover system i choć sprowadza się on do ukrywania się za beczkami czy skrzynkami oraz wychylania się zza nich celem ostrzelania przeciwnika, sprawdza się tutaj wystarczająco. Po drugie – AI oponentów nie zawstydza, a walka z wrogiem nie polega na strzelaniu do kaczek, jak w innych tego typu produkcjach. Wręcz przeciwnie: przeciwnicy także starają się kryć i bezmyślnie nie ryzykować życia. Inteligencja sprzymierzeńców również stoi na wysokim poziomie, dzięki czemu z niewielką pomocą naszych przyjaciół jesteśmy w stanie oflankować oponentów czy też zwabić ich w pułapkę. Oczywiście, pod warunkiem, że dadzą się nabrać na nasze manewry.
Werdykt? Będzie hit!
Na tę chwilę, po skończeniu czterech rozdziałów, jestem skłonny przyznać, że nowa Mafia mi zaimponowała. Każdy element, niezależnie, czy związany z fabułą, free-roamingiem (jest nawet mapka!), strzelaniem, jeżdżeniem po mieście, czy z czymkolwiek innym, opracowano z niewiarygodną wręcz dokładnością. Do tego dochodzą realistyczne cut-scenki świetnie rozwijające fabułę oraz dbałość o detale, co widać między innymi w oryginalnym arsenale oraz pochodzących z tamtej epoki furach. Do tego dodajmy bardzo dobrą grafikę i autoryzowany soundtrack, z takimi tuzami jak Frank Sinatra, Buddy Holly czy Bill Haley, i już mamy tytuł jak marzenie. Jeżeli jeszcze Was nie przekonałem do zakupu gry, w ramach bonusu dorzucę informację, że dzięki współpracy z Playboyem będziemy mogli oglądać tu pisemka z rozkładówkami w formacie HD. Po prostu bosko w każdym calu.