O ile The Creative Assembly nie postanowi nagle stworzyć hack'n'slasha w świecie Warhammera, ani strategii konsolowej, ani RPG-a, będzie wszystko w porządku. Wypracowany przez lata schemat rozgrywki Total Warów idealnie pasuje do pseudośredniowiecznego świata wstrząsanego nieustannymi konfliktami tym bardziej, że w kilku ostatnich odsłonach serii pojawiało się coraz więcej elementów RPG-owych, choćby w postaci rozwijających się bohaterów.
Nie mogę pozbyć się uczucia, że licencja warhammerowa w końcu trafiła do studia, które może zrobić z nią coś dobrego. XXI wiek nie był zbyt łaskawy dla tej zasłużonej marki. W 2006 roku Namco Bandai wydało Warhammer: Mark of Chaos, zbierając oceny średnie (bo to kiepska produkcja była). Gra wyglądała dobrze, ale prosta mechanika bitew oraz nieciekawa kampania sprawiły, że bardzo szybko mi się znudziła. To po prostu nie był Total War. Oczywistym wyborem w tamtym roku był TW: Medieval II. Zresztą najlepsze w WH: Mark of Chaos było klimatyczne intro:
Niestety, WH: Mark of Chaos nie dorastał do pięt strategiom, które pamiętałem jeszcze z dzieciństwa. Daleko mu było do WH: Dark Omen z 1998 roku i WH: Shadow of the Horned Rat, wydanego 2 lata wcześniej. Spójrzcie zresztą na rozgrywkę z tego pierwszego. Wcale się aż tak bardzo nie zestarzała:
No dobra, może wydawanie rozkazów jest dość archaiczne. Miejmy nadzieję, że ludzie z The Creative Assembly pamiętają jeszcze te dwie znakomite produkcje i dołożą starań, aby Warhammer: Total War był co najmniej tak dobry jak kolejne odsłony flagowej strategiczno-taktycznej serii studia. Dołącza on właśnie do mojej bardzo krótkiej listy gier, na które czekam. Czerwonym długopisem wpisują go tuż pod Company of Heroes 2, Total War: Rome II i Sir, You Are Being Hunted.