Jasper Byrne to człowiek z pasją do pikseli i dwóch wymiarów. Prawdopodobnie tytuły Soul Brother czy Soundless Mountain II nic Wam nie mówią, a szkoda. Szczególnie ten drugi projekt powinien trafić do szerszego grona użytkowników, bo nawiązuje do jednej z najważniejszych gier ostatnich lat. Bezdźwięczna Góra II jest bowiem demakiem Silent Hill 2, czyli sprowadzeniem kultowego horroru do ery ośmiobitowego NES-a. Można również zakładać, że wariacja ta była wprawką przed stworzeniem autorskiego tytułu z tego gatunku.
Lone Survivor określane jest przez autora jako „dojrzały horror psychologiczny”. Nie będę się wykłócał, czy należałoby dopisać do tego „survival”, czy nie, ale nie można zaprzeczyć, że przetrwanie to kluczowa kwestia w tej grze. Tytułowy bohater z maseczką na twarzy zdaje się być jedynym ocalałym w świecie, który nęka tajemnicza zaraza. Nienazwany mężczyzna budzi się w ciemnym pokoju, mówi do siebie kilka słów, ale rodzą one więcej pytań niż odpowiedzi. Szybko zdajemy sobie sprawę, że musimy krok po kroku dążyć do poznania prawdy o zastanej rzeczywistości i samym sobie. Tylko czy to w ogóle możliwe?
Przemierzamy więc kolejne, na pierwszy rzut oka identycznie wyglądające korytarze, szukamy wskazówek i unikamy zagrożeń. A takich na naszej drodze nie brakuje. Co jakiś czas natykamy się na dziwaczne pokraki, wydające z siebie charakterystyczny dźwięk, który jest jednocześnie ostrzeżeniem dla ocalałego. W takiej sytuacji nasz John Doe ma kilka możliwości działania.
new WP.player({ width:610, height:343, autostart:false, url: 'http://get-2.wpapi.wp.pl/a,61764431,f,thumb/9/8/e/98e7095dedd0bbd30801fdf7c3993cad/fecf4bbe7a15e3253140f65c03820e85/Lone_Survivor_Launch_Trailer_zapiska_pl_.mov', }); Zwiastun Lone Survivor. Wersję wideo w wyższej rozdzielczości znajdziecie pod Najprostszą jest ucieczka. Zarażeni są powolni i niezbyt skorzy do długiego pościgu, wystarczy więc podbiec do najbliższych drzwi i zamknąć je za sobą. Oczywiście nie każde są otwarte. Drugim sposobem na uniknięcie kontaktu jest schowanie się we wnęce i prześlizgnięcie za plecami skrzeczącej pokraki. Można również sięgnąć do plecaka, w którym wcześniej umieściliśmy kawałek mięsa, jakich wiele wala się po podłodze. Dziwaczne istoty chętnie skosztują zgniłego smakołyku, co jednocześnie odwróci ich uwagę. Lone Survivor mocno nawiązuje do klasyki gatunku, więc nie mogło tu zabraknąć broni palnej. Oczywiście z bardzo ograniczoną amunicją. Jeden celny strzał w głowę powinien nam skutecznie oczyścić drogę do następnej lokacji.
Jasper Byrne położył duży akcent na swobodę zachowania w różnych sytuacjach. Zarówno jeśli chodzi o pozbywanie się/unikanie zagrożenia, jak i sam motyw przeżycia. Bohater co jakiś czas domaga się jedzenia czy leków i to nas zależy, czy mu (sobie) pomożemy. W Lone Survivor nie ma paska zdrowia, ale poszczególne czynniki i niezaspokajanie podstawowych potrzeb mogą wpływać na samopoczucie ocalałego. A skoro mamy do czynienia z „psychologicznym horrorem”, to nietrudno zgadnąć, że ten aspekt jest kluczowy.
Zasiadając do Lone Survivor, bałem się, że dwuwymiarowe otoczenie w rozpikselowanej konwencji nie będzie w stanie mnie przestraszyć. Sterowany przez nas ludek wydaje się bardziej pasować do klasycznej platformówki niż „dorosłej gry”. Ale to tylko pozory. Produkcja Jaspera Byrne’a to niesamowita mieszanka klimatów retro z klasyką multimedialnych horrorów, czyli uwielbianym przez autora Silent Hill 2. Nieraz dostrzegałem podobieństwa czy wręcz zapożyczenia z hitu Konami: ostrzegające przed zagrożeniem dźwięki, mapa budynku, motyw spotykania ludzi, którzy wydają się zupełnie oderwani od rzeczywistości. Co jednak najistotniejsze, Byrne do mistrzostwa opanował sztukę minimalistycznego operowania pikselami, budując stosowną atmosferę i tworząc niesamowite efekty wizualne, igrające z naszymi zmysłami. W połączeniu z niepokojącą oprawą dźwiękową otrzymujemy grę, którą zdecydowanie powinni zainteresować się miłośnicy grozy na ekranie komputera.
Zdaję sobie jednak sprawę, że nie do każdego przemówi przyjęta przez twórcę konwencja, niemniej jego dzieło właśnie tak musi wyglądać. Dzięki wyraźnym pikselom i dwóm wymiarom Lone Survivor zaskakuje i zapada w pamięć. Nieprzekonanym pozostaje sprawdzenie wersji demo, która być może skłoni ich do wkroczenia w intrygujący świat Byrne’a. Naprawdę warto.