Steven Spielberg w wywiadzie dla agencji Reuters powiedział kiedyś: „Najmądrzejszą i jednocześnie najgłupszą rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobiłem w życiu, było sprzedanie mojego studia Electronic Arts”. O jakim studiu mowa? Ano o DreamWorks Interactive, którego szefem i guru był właśnie twórca Szeregowca Ryana. Później, w tym samym wywiadzie, Spielberg tłumaczył swoje słowa. Najmądrzejszą, bo Electronic Arts zapewniło serii Medal of Honor sławę i komercyjny, światowy sukces. Najgłupszą, bo DreamWorks Interactive równie dobrze mogło samodzielnie tworzyć nowe, udane gry, bazując wyłącznie na renomie dwóch pierwszych części Medal of Honor.
Nie wiadomo jednak, jak potoczyłaby się historia, gdyby DreamWorks Interactive nie schroniło się pod skrzydłami giganta z Kalifornii. Może nigdy nie usłyszelibyśmy o Allied Assault, nie czekalibyśmy dzisiaj na trzynasty (!) z rzędu Medal of Honor, a Wy nie czytalibyście teraz tych słów, które piszę, będąc w podejrzanie dobrym humorze. Przygotujcie się więc na pokaźną dawkę istotnych i trochę mniej istotnych informacji na temat serii liczącej ponad dziesięć lat.
Saving Private Ryan: The Game
Większość graczy sądzi, że cykl ów swój sukces zawdzięcza tylko i wyłącznie Allied Assault. Że niby wszystko, co powstało po nim, a miało Medal of Honor w tytule, było słabe i archaiczne. Bzdura to kompletna, choć trzeba przyznać, że to właśnie w 2002 roku pojawiły się dwa najlepsze tytuły z serii. Allied Assault i Frontline.
Kiedy Steven Spielberg kręcił zdjęcia do Szeregowca Ryana, przyszedł mu do głowy pomysł na grę. Medal of Honor miał być swoistym spin-offem filmu. Historia miała być prosta, lotna i naiwna. Oto samotny żołnierz przegania z okupowanej Europy wszystkie siły Wehrmachtu. Rzecz jasna, stojąc na tle łopoczącej na wietrze amerykańskiej flagi. Zaprawdę, to musiało się udać.
O Oskara za najlepszy film 1998 roku walczyły głównie dwa obrazy: Szeregowiec Ryan i Zakochany Szekspir. Statuetkę zgarnął właśnie ten drugi. Nie dziwi więc, że w pierwszym Medal of Honor, w trybie wieloosobowym, można było odblokować postać Shakespeara, co było jawnym nawiązaniem do zaskakującej decyzji Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej.