Laptop za stówkę
Informacje o "Laptopie dla Trzeciego Świata" krążą już od kilkunastu miesięcy. Przedstawiano samą maszynkę w żywym zielonym kolorze. Wesołość wzbudziła korbka-kręciołka służąca za źródło zasilania. Za całą tą szlachetną i – bądźmy szczerzy – wielce medialną akcją stoi organizacja non-profit działająca przy słynnym uniwersytecie MIT, OLPC (One Laptop Per Child) założona przez Nicolasa Negroponte.Sam komputerek to zaledwie 400MHz pod maską i pamięć ograniczona do 512 MB. Ponoć masowa produkcja tego kuriozum na korbę, które ma wydobyć trzeci świat z technologicznego średniowiecza. Już widzimy ten Nowy Wspaniały Świat, gdzie w szkole pod chmurką siedzą wygłodniałe afrykańskie dzieci kręcące zawzięcie korbami swoich komputerów. Jest to zapewne kolejna próba zabicia poczucia winy wobec Afryki. Jak nie dinozaury Rocka pokroju Boba Geldofa ryczące histerycznie na scenie "ratujcie Afrykę", to komputery na "korbę". Hipokrytom w garniturach od Armaniego łatwiej jest produkować laptopy-zabawki niż pomóc ponad dwu milionom uchodźców z Darfuru.