Kwestia ceny

Kwestia ceny

Na pierwszy rzut oka odpowiedzi są oczywiste i zależą niemal wyłącznie od punktu widzenia – dla klientów zawsze będzie za drogo, dla producentów i sprzedawców zawsze będzie zbyt tanio. Jedno nie ulega wątpliwości – cała branża znajduje się pod tym względem na rozstaju dróg. Coraz częściej podkreślana jest konieczność przewartościowania i przemodelowania polityki, czy może raczej filozofii cenowej. Gier wychodzi prawdziwa masa, przy czym zazwyczaj są to produkty bardzo zróżnicowane pod względem jakości, długości, platformy, przeznaczenia, grupy docelowej itp. Niezły zamęt wprowadziła też rewolucja sieciowej dystrybucji, dodatkowo komplikując jeszcze całą zagwozdkę. Przyjrzyjmy się zatem istniejącym dziś na rynku modelom cenowym, ich wadom, zaletom i proponowanym sposobom ich usprawnienia.

Super Street Fighter IVZ RĘKI DO RĘKIZacznijmy od modelu… Nazwijmy go klasycznym. Do tego jesteśmy najbardziej przyzwyczajeni – gra ze średnim lub dużym budżetem, wydana na płycie lub innym nośniku, zapakowana w przyciągające oko pudełeczko i sprzedawana w sposób tradycyjny, w sklepie, z rączki do rączki. Przeważająca większość tak wydawanych nowych gier sprzedawana jest w przyjętej z góry cenie – w Stanach jest to w tej chwili 60 dolców, u nas około 200 złociszy (mówimy o tytułach konsolowych, w przypadku pecetowych jest to zazwyczaj o 80-100zł mniej). Zdarza się, że wydawca od razu sprzedaje swoją grę po obniżonej cenie, głównie wtedy, gdy mamy do czynienia z poprawioną wersją starszej gry (vide Super Street Fighter IV czy remake’i w HD), ale generalnie, przeglądając nowe tytuły w sklepie, nie natrafimy na zbyt wielkie różnice w cenie.

W tym miejscu pojawia się pierwszy problem, bowiem nie ma tak pięknie, by każda z tych podobnie wycenionych gier była produktem równie, lub choćby w zbliżonym stopniu atrakcyjnym. Zostawmy już właściwą jakość – wiadomo, że zdarzają się przypadki wciskania totalnych bubli za grubą kasę, ale to już kwestia rzetelności producenta/wydawcy, indywidualnych preferencji i odpowiedniego doinformowania graczy. Skupmy się na bardziej obiektywnych walorach usprawiedliwiających taką, a nie inną cenę danej gry. Ot, na przykład jej długość, czy może bardziej ogólnie: zapewniany przez nią czas zabawy. Co prawda to też poniekąd kwestia gustu, bo jednym nie przeszkadza sześciogodzinna gra bez trybu multi, jeśli tylko przez owe sześć godzin dostarczy im naprawdę pierwszorzędnych doznań; inni ogólnie plwają na produkcje pozbawione rozgrywki wieloosobowej, wychodząc z założenia, że dla samego singla, jakkolwiek długiego, nie kalkuluje im się zakup.

Powiedzmy bez popadania w skrajności, że czas rozgrywki powinien być czynnikiem wpływającym na cenę gry. Odkładając na chwilę wszelkie pretensje do oceniania gier jako dzieł sztuki, powiem prosto – osobiście lepiej bawiłem się przy Enslaved niż przy Black Ops, ale uważam, że ta pierwsza powinna być tańsza od tej drugiej, gdyż dzieło Treyarch pozwala (dzięki rozbudowanym opcjom sieciowym) na dużo dłuższą eksploatację (paskudne określenie, ale w tym kontekście adekwatne).

Często niespójności w wycenianiu gier widać gołym okiem. Weźmy na przykład takie The Shoot, czy inne Kinectimals – może i ciekawe, ale jednak drobne gierki na Move i Kinecta. Wedle jakiej logiki kosztują one odpowiednio 2/3 i 3/4 premierowej ceny takiego np. Red Dead Redemption, tytułu bez wątpienia pierwszoligowego i przy okazji kolosalnego, zapewniającego dziesiątki (jeśli nie setki) godzin rozrywki na najwyższym poziomie? Cenę Red Dead Redemption osobiście uważam za uzasadnioną, nie tylko jakością gry, ale i domniemanymi kosztami produkcji – R musiał oddelegować stado grafików do wymodelowania wielkiego świata, zatrudnić profesjonalnych aktorów… Takie rzeczy kosztują, i to sporo. A na co poszła kasa we wspomnianym Kinectimals*, oprócz intrygującej technologii? Od razu wyjaśniam, że przykładu nie dobrałem tendencyjnie przez pryzmat własnego gustu. Absolutnie mogę sobie wyobrazić sytuację, że ktoś może lepiej bawić się pyrgając wirtualnego tygrysa, niż bawiąc się w kowboja. Twierdzę po prostu, że uwzględnienie poniesionych na stworzenie gry kosztów przy ustalaniu jej ceny jest kwestią elementarnej uczciwości.

Źródło artykułu:
Wybrane dla Ciebie
Rebel Wolves potwierdza. Dawnwalker to ich debiutancka gra
Rebel Wolves potwierdza. Dawnwalker to ich debiutancka gra
Assassin's Creed Red to potężna inwestycja Ubisoftu. Jest przeciek
Assassin's Creed Red to potężna inwestycja Ubisoftu. Jest przeciek
DualSense V2 wycieka. Czyżby mocniejsza bateria?
DualSense V2 wycieka. Czyżby mocniejsza bateria?
Horizon Forbidden West na PC coraz bliżej. Nvidia wkracza do akcji
Horizon Forbidden West na PC coraz bliżej. Nvidia wkracza do akcji
Imponująca sprzedaż Cyberpunk 2077: Phantom Liberty. Liczby mówią wszystko
Imponująca sprzedaż Cyberpunk 2077: Phantom Liberty. Liczby mówią wszystko
Xbox Game Pass z mocnymi grami w styczniu. Potężne otwarcie roku
Xbox Game Pass z mocnymi grami w styczniu. Potężne otwarcie roku
Star Wars Outlaws: wycieka termin premiery. Ubisoft dementuje
Star Wars Outlaws: wycieka termin premiery. Ubisoft dementuje
PS5 rozbija bank. Imponujące wyniki sprzedaży
PS5 rozbija bank. Imponujące wyniki sprzedaży
The Day Before za niespełna tysiąc złotych. Nie, to nie żart
The Day Before za niespełna tysiąc złotych. Nie, to nie żart
Hakerzy ujawnili plany Insomniac Games. Sześć gier na liście
Hakerzy ujawnili plany Insomniac Games. Sześć gier na liście
PS5 Pro z własnym DLSS. Nieoficjalne doniesienia o planach Sony
PS5 Pro z własnym DLSS. Nieoficjalne doniesienia o planach Sony
Nie będzie The Last of Us Multiplayer. To już pewne
Nie będzie The Last of Us Multiplayer. To już pewne
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ 👀