Do tej pory nasi nieświeżo pachnący bohaterowie występowali głównie w mrocznych, pełnych krwi pozycjach. Plants vs Zombies, autorstwa zdolnej ekipy PopCap, może całkowicie wywrócić nasze spojrzenie na nieumarłych. Szczególnie gdy zobaczymy ich w cukierkowym otoczeniu, pełnym uśmiechniętych kwiatków i spadających słoneczek.
Ogródek pełen wrażeń
Plants vs Zombies jest niezwykle udaną grą z gatunku tower defense. Tym razem jednak terenem zmagań jest przydomowy ogródek. Wygląda ciekawie? Nawet nie wiecie – jak bardzo.
Wspomniany ogródek podzielony jest na sześć pasów. Każdy z nich składa się z pól, na których możemy sadzić roślinki. To właśnie kwiatki stanowią naszą główną ochronę przed zalewem wygłodniałych zombiaków. Jak to bywa w naturze, rośliny nie urosną jednak bez pomocy promieni słonecznych. Musimy więc zdobywać „słoneczka”, dzięki którym można sadzić kolejnych obrońców. Źródła cennej energii słonecznej zgarniamy na dwa sposoby – zbierając spadające z nieba promienie bądź też produkując je samemu, sadząc słoneczniki czy specjalne grzyby. Ta ostatnia opcja jest szczególnie przydatna w nocnych etapach, kiedy ilość samoczynnie docierającego do nas słońca równa jest zeru.
Zombie zombie nie równy
Pomimo pozornej prostoty gry, tytuł jest niezwykle urozmaicony. Kiedy tylko wydaje nam się, że już umiemy rozprawiać się z wrogami, twórcy rzucają nam kłody pod nogi, w postaci kolejnych typów zombiaków do eksterminacji. I tak: przeszkadzają nam coraz wytrzymalsi wrogowie – z wiadrami na głowach czy trzymający ochronne drzwi. Zwiększa się także spryt przeciwników, którzy do szybszego przedarcia się przez ogródek używają kosiarek, tyczek, balonów pełnych helu, katapult czy… dyskotekowych kul. Łącznie w grze spotykamy około trzydziestu typów różnorodnych zombiaków.
Oczywiście otoczeni przez tak wielu pomysłowych wrogów szybko zostalibyśmy zjedzeni, więc twórcy przewidzieli także równie pokaźną ilość „broni”. Dysponujemy aż 50 różnymi roślinkami i akcesoriami ogrodowymi, spośród których wybieramy kilka (w zależności od tego, ile mamy wolnych slotów) i za ich pomocą ułatwiamy naszym nieprzyjaciołom ostateczne odejście do lepszego świata (a przynajmniej trzymanie się z dala od naszego trawnika).
Rośliny dobieramy nie tylko pod względem rodzaju zombiaków, jakie pojawiają się na danym poziomie, ale też w zależności od samego levelu. Wspominałem już o nocnych etapach, które charakteryzują się przede wszystkim wolniejszą produkcją „słoneczek” i koniecznością używania grzybów. To jednak dopiero początek zabawy. Później w naszym ogrodzie staje także zajmujący aż dwa pasy basen i cała strategia, której uczyliśmy się do tej pory, musi ulec zmianie. Kolejne etapy to jeszcze większe komplikacje – dochodzi olbrzymia mgła, przez którą widzimy dopiero wtedy, gdy postawimy potężne lampy bądź rozpalimy ogniska. Na sam koniec zombiaki atakują nas od strony spadzistego dachu i wówczas okazuje się, że strzelające równolegle do ziemi rośliny zdają się na nic. Używamy zatem nowego typu roślin, które swe pociski wystrzeliwują pod odpowiednim kątem.