Nie mam nic przeciwko kolejnym odmianom God of War, uważam wręcz, że dobrze od czasu do czasu wyrżnąć trochę jakichś niekoniecznie szlachetnych stworzeń. Sposobność taka nadarzy się przy okazji premiery Knights Contract, szkoda tylko, że gra nie ma zadatków na przebój.
Nad projektem pracuje Game Republic, znane głównie dzięki serii Genji, niezłemu Folklore i fatalnemu Clash of the Titans. I tylko z tego prostego powodu nie sposób uwierzyć, że Japończycy tym razem popełnią tytuł przynajmniej dobry.
Marcus Fenix w średniowieczu
Knights Contract zabierze nas do czasów średniowiecza, tyle że do tego bardziej fantastycznego i magicznego, bez krucjat i walki o władzę uniwersalną. W zamian za to po ziemi spacerować będą smoki, wiedźmy i… łowcy tychże. Takim właśnie łowcą jest Heinrich Hofmann, nasz protagonista, fizjonomią przypominający średniowiecznego Marcusa Fenixa. Ciężki, okuty w zbroję kolo z długaśną kosą w ręku. Ów Hoffmann zabił kiedyś pewną wiedźmę, która umierając rzuciła na niego klątwę nieśmiertelności. Los chciał, że wiedźma powróciła, teraz w skórze pięknej Gretchen.
Głównym złym w Knights Contract ma być doktor Faust, ten sam, który swego czasu wdał się w konszachty z diabłem. Z nie do końca jasnych dla nas przyczyn świat nawiedzi horda największych plugawych stworzeń, jakie tylko mogła powołać do życia ludzka wyobraźnia. Tak więc oprócz rycerzy służących siłom zła ujrzymy ziejące ogniem smoki, jakieś zmutowane zombiaki, czteronożne poczwary przypominające Locusty z Gears of War, olbrzymie jaszczurki i wilkołaki. Do tego szacownego grona dołączą wiedźmy, czyli podstawowe mięso armatnie w Knights Contract. Ujrzymy wiedźmy latające, wiedźmy z kosą, z motyką, na rydwanie i na wierzchowcu.