Kane & Lynch 2: Dog Days - pierwsze wrażenia

Kane & Lynch 2: Dog Days - pierwsze wrażenia
27.07.2010 16:22
Jacek Chlewicki
Jacek Chlewicki

Kane & Lynch 2: Dog Days - pierwsze wrażenia

Jest grubo. Dzieje się. Kane & Lynch 2: Dog Days nie zawiedzie, jestem tego niemal w stu procentach pewien. Producenci serii Hitman doskonale wiedzieli, co robią. Postawili tym razem na realizm w każdym aspekcie rozgrywki. Podobał się Wam pierwszy Kane & Lynch? Zapomnijcie o nim. Tamten świat był – zgoda – gangsterski, ale ten jest przy tym także brutalny, surowy i realistyczny. Mój zachwyt jest uzasadniony. Właśnie skończyłem grać w wersję demonstracyjną i nadal nie mogę się otrząsnąć.

Będzie dym

Sekunda. Już dochodzę do siebie. Od czego zacząć najpierw? Ano od tego, że w grze głównym bohaterem jest psychopatyczny, agresywny Lynch. Poznajemy go w momencie, kiedy żyje sobie w Szanghaju z piękną Chinką, w której podobno jest zakochany na zabój. Historia zaczyna się raczej niepozornie. Lynch razem z Kane`em wyruszają wykonać proste zadanie, zlecone im przez miejscowego szefa mafii – Glazera. Pewnemu typkowi trzeba coś delikatnie (lub wręcz przeciwnie) wytłumaczyć. Niestety, podczas krótkiego pościgu za delikwentem ginie jedna dziewczyna. Co to za dziewczyna, co ona tam robiła i jakie będą skutki jej śmierci – tego Wam zdradzić nie mogę.

Szanghaj w ogniu

W każdym razie na ulicach Szanghaju przez kilka dni będzie toczyć się regularna wojna. Wystarczy powiedzieć, że policjanci, gangsterzy i kryminaliści wszelakiej maści za główny cel do wyeliminowania obiorą sobie właśnie Kane’a i Lyncha. Nasi bohaterowie będą walczyć o przetrwanie na rozświetlonych kolorowymi neonami ulicach, przeciskać się bocznymi alejkami, penetrować obskurne kamienice, prowizoryczne fabryki narkotyków, a to wszystko w surowym, brudnym i szorstkim klimacie. Obraz w drugiej części Kane`a & Lyncha to technicznie zupełna nowość. Na ekran nałożone są różnorakie filtry: chropowate, ziarniste, rozmazujące, co ma budować wyobcowany, bestialski klimat. Sylwetka głównego bohatera w ujęciach kamery wydaje się być aż do przesady wielka. W sumie całe środowisko gry jest nieporównywalnie większe niż w poprzedniej części. Bo to już zupełnie inna gra niż pierwowzór. IO Interactive postanowiło stworzyć maksymalnie dynamiczny tytuł akcji, którego celem nadrzędnym jest strzelanie.

Wielki brat patrzy

Nie można pozbyć się wrażenia, że nasze poczynania są bez przerwy obserwowane przez niewidzialnego operatora kamery i to tandetnej, badziewnej kamery kupionej na jakimś bazarku za psie grosze. Patrząc na grę, można powiedzieć, że jest szpetna. Dominuje mrok, stłumione barwy, razi pikseloza. Gdy bohater biegnie, obraz zaczyna skakać, zupełnie, jakby operator kamery pędził za nim. Klimatu dodają też cywile, którzy, gdy zaczyna się strzelanina, miotają się bez opamiętania, szukając schronienia.

Diabelskiej atmosfery dopełnia wymiana ognia. Producenci wykonali zadanie i bardzo uprościli sterowanie. Do osłon przylegamy, naciskając jeden klawisz, zmieniamy je, dodatkowo wybierając jeszcze kierunek. A trzeba z tych osłon korzystać, bo przeciwnicy to wyjątkowo cwane bestie. Zza osłony możemy strzelać, nie narażając się na ostrzał. Dźwigamy jednocześnie maksymalnie dwie sztuki broni, które możemy zmieniać w miarę możliwości. Strzelanie w tych dziwnych wizualnie warunkach sprawia masę frajdy. Pomieszczenia są pełne zniszczalnych elementów, takich jak szyby, drewniane ściany czy sprzęt elektroniczny. Nad głowami świszczą kule, kruszy się tynk, wszędzie pełno pyłu i kurzu. Gdy znajdujemy się w pobliżu gaśnicy, możemy ją błyskawicznie rzucić przed siebie, po czym zestrzelić. Eksplozja zabije wszystkich wokół.

Policjanci i złodzieje

Pojawiły się nowe tryby sieciowe. Tak jak w „jedynce” kumpel wciąż może przyłączyć się do jakieś misji z kampanii. Do znanego z poprzedniej części Fragile Alliance doszły dwa nowe tryby, nie mniej emocjonujące. Undercover Cop to nic innego jak wspomniany wcześniej tryb, z tą różnicą, że w drużynie kryminalistów znajduje się tajniak. Zdaniem tego ostatniego jest niedopuszczenie do ucieczki bandziorów i w miarę możliwości ich obezwładnienie. Rzecz jasna, nikt z drużyny nie będzie miał pojęcia, kto jest kretem. Drugi tryb to Cops & Robbers przypominający klasyczny Team Deadmatch. Drużyna złodziei próbuje zrobić skok na bank, a funkcjonariusze muszą odebrać im skradzioną forsę.

Czy jest się czym zachwycać? Moim zdaniem tak. Zapowiada się fenomenalna gra, która może przyćmić Dead Mana. Premiera niebawem.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)