Wszyscy, którzy choć trochę uważali na lekcjach historii wiedzą, kim była Joanna d’Arc zwana również Dziewicą Orleańską. Jeśli jednak ktoś w najlepsze spał podczas omawiania tej części dziejów średniowiecznej Europy, musi, niestety, sam poszukać odpowiedzi, gdyż nie czas i miejsce na korepetycje. Napomknę jedynie, że bohaterka owa żyła (niezbyt długo) w XV wieku we Francji, a na koniec została spalona na stosie. Dziś jest świętą. Postać ta posłużyła japońskiej grupie developerskiej Level 5 za podstawę do stworzenia kolejnej wersji emocjonujących losów Joanny. Dla mnie już samo połączenie dwóch tak różnych światów wystarczy do niecierpliwego wyczekiwania na wynik.
Europa dla japońskich firm tworzących gry jest jak inna galaktyka, co sprawia, że jeśli już pojawia się u nas coś z tamtych stron świata, to ze sporym poślizgiem w stosunku do premiery w Kraju Kwitnącej Wiśni. Podobnie ma się rzecz z Jeanne d’Arc, która ukazała się na tamtejszym rynku pod koniec listopada. Chciałbym wiedzieć, kiedy zawita na naszych sklepowych półkach, ale póki co znany jest jedynie rok, mianowicie - 2007. Mam tylko nadzieje, że będzie to bliżej jego początku niż końca.
Pewnie wyczuwacie moje niezdrowe podniecenie tematem (nie, nie wynika ono z zainteresowania dziewczętami o chłopięcej urodzie), ale jeszcze praktycznie nic nie napisałem o samej grze. Osobom orientującym się w jRPG nazwa Level 5 powinna nasunąć pewne skojarzenia i podpowiedzieć, czym Jeanne d’Arc będzie. Wspomniana grupa odpowiada m.in. za takie hity jak Dragon Quest VIII, serię Dark Cloud czy Rogue Galary (wszystkie na PlayStation 2). Mistrzowie gatunku wzięli się za napisanie gry, która w luźny sposób nawiązuje do żywotu Dziewicy Orleańskiej, a w zasadzie jedynie poprzez miejsce akcji i samą postać bohaterki ma coś wspólnego z prawdą historyczną. Reszta wygląda, jakby została włożona wraz z ogromną dawką fantasy do szalonej wirówki i całkowicie wymieszana. Demony, trolle, przerażające bestie, armie nieumarłych… ot taka typowa Europa wieków średnich. Opowieść zaczyna się jednak w jeszcze odleglejszej przeszłości, kiedy to wyniszczająca wojna miedzy ludźmi a demonami pustoszyła znany świat. Bóg śmierci i król demonów bez litości prowadzili swoje przeklęte armie przeciwko biednych ludziom (chcą czy nie, taka ich rola), ale znalazło się pięciu bohaterów, którzy stworzyli potężne bransolety i dzięki nim zwyciężyli, zaprowadzając pokój. Szybko wracamy do XV wieku, miedzy Anglią a Francją trwa wojna stuletnia, król Henryk VI zostaje opętany przez demony i wojska francuskie muszą się teraz zmagać także z potwornymi armiami nieludzi.