Jazda Próbna, czyli kto się boi wersji demo

Jazda Próbna, czyli kto się boi wersji demo

Co starsi z Was pamiętają zapewne czasy, kiedy co miesiąc kupowało się Secret Service CD, wypchany po brzegi wersjami demonstracyjnymi świeżych lub nadchodzących gier. Dziś wciąż pojawia się sporo demek na XBLA i PSN, ale nie ulega wątpliwości, że ich rola i stosunek wydawców do takiej formy promocji uległ zdecydowanej zmianie. Wiele nagłaśnianych tytułów w ogóle nie doczekuje się dema, a inne pojawiają się z dużą obsuwą. A przecież mogłoby się wydawać, że w erze powszechnych zamówień przedpremierowych i znacznego rozrośnięcia się rynku, powinno być odwrotnie. Inna sprawa, że w owych odległych czasach, instytucja dema była traktowana raczej instrumentalnie – ot, było to po prostu coś, co się robi, bez zbędnego filozofowania. Z biegiem czasu i rosnącymi paskami sprzedaży, wydawcy i producenci zaczęli dochodzić do wniosku, że może wcale nie muszą tego robić, a jeśli już, to nie po łebkach, tylko jako część dogłębnie przemyślanej strategii marketingowej. Skutkiem czego wersji demonstracyjnych ukazuje się dziś mniej, nie ma ich w ogóle w przypadku niektórych tytułów, które w opinii wydawcy zwyczajnie tego nie potrzebują, lub pojawiają się w mocno niestereotypowych terminach, na przykład kilka miesięcy po premierze, jak to miało ostatnio miejsce choćby w przypadku Black Ops. Albo trafiają wyłącznie na wybraną platformę sprzętową jak to było z nowym Mortal Kombat. Jak to zatem jest z tymi demami? Są potrzebne, czy nie? A jeśli tak, to komu i czy rzeczywiście przygotowanie ich jest tak złożonym problemem, jak wynika z pobieżnych oględzin rynku?

Mortal KombatPLUSY DODATNIE

Myślałby kto, że za koncepcją dema nie kryje się żadna głębsza filozofia – ot, normalna praktyka rynkowa, zaprezentować klientowi produkt przed zakupem. Nic tylko implementować ku obopólnej korzyści. A jednak, jak dowodzi praktyka, sprawa wcale nie jest taka prosta. Zanim jednak przejdziemy do powodów, dla których wypuszczanie dema nie zawsze i nie wszystkim jest na rękę, omówmy pokrótce te bardziej oczywiste, pozytywne aspekty demonstracyjnych wersji gier. Pierwszą, z miejsca narzucającą się zaletą dla graczy jest oczywiście możliwość sprawdzenia czy gra im odpowiada i to bez utraty bodaj jednego talara z sakwy. Cokolwiek mówić, jest to najlepsza i najpewniejsza metoda zapoznania się z danym tytułem, z wyjątkiem kupienia pełnej wersji. Wiem, że strasznie rozwodzę się nad pozornymi banałami, ale dane mi było na własne uszy usłyszeć wypowiedzi tzw. „ludzi z branży” i nie była to sprzątaczka w siedzibie Activision, tylko całkiem prominentne persony, że demo jest dziś przeżytkiem, bo gracz i tak naogląda się filmików i zwiastunów, dzięki którym doskonale pozna grę jeszcze przed premierą. Owa – przez uprzejmość nazwę ją „dyskusyjną” – opinia nie bierze jednak pod uwagę, że obejrzeć, to jednak nie to samo, co zagrać, własnoręcznie ocenić sterowanie, detekcję kolizji, poczuć siłę wystrzałów lub jej brak i jeszcze kilka (naście/dziesiąt) innych elementów składających się na udaną grę, a niemających nic wspólnego z jej warstwą audiowizualną.

Dla graczy sam miód, a jakie plusy może nieść wydanie dema dla producenta lub wydawcy? Pomijając oczywistość, czyli potencjalną zachętę do zakupu pełnej wersji, można takie demko całkiem zacnie wykorzystać do celów marketingowych. Dotyczy to zwłaszcza gier o wyrobionej marce, kontynuacji hitów itp. Ot, rzucamy datę wypuszczenia dema God of War 4, czy innego Halo 8 i już hype’omierz notuje intensywny wzrost zaślinienia fanów, nasz produkt dostaje dodatkowe wzmianki w prasie i na serwisach internetowych, słowem – interes kręci się i nie zwalnia. Przy okazji można jeszcze wypromować mniej „pewny” tytuł, dorzucając do niego wcześniejszy dostęp do hitowego dema albo w analogiczny sposób zapewnić przyrost preorderów. Jeśli akurat dopisze fantazja, można nawet pobawić się, jak ostatnio BioWare i zaoferować za przejście dema unikalne przedmioty do pełnej wersji. Niezłe pole do popisu dla marketingowca z łbem na karku. Czyli same plusy? Ano niekoniecznie, jak widać po bólach, w jakich wydawana jest na świat większość demek. W takim razie zastanówmy się, kto ma z nimi zgryz i dlaczego.

Modern Warfare 2DEMO(NI) NADALI

Stosunkowo rzadko są to gracze, choć oczywiście zdarzają się i tacy, którzy w dema nie grają, bo nie lubią psuć sobie późniejszej radości z obcowania z pełną wersją. Dotyczy to zwłaszcza sequeli, które może i rzeczywiście wersji demonstracyjnych specjalnie nie potrzebują. Zostawmy jednak przypadki marginalne i przejdźmy wreszcie do clou programu, czyli „dlaczego twórcy gier nie lubią wersji demo”. Nie wszyscy oczywiście, ale znacząca, a może nawet przeważająca część. Odpowiedź, jak to często bywa, nie ma ochoty być jednoznaczną. Pierwszy argument, jaki zwykle wytaczają producenci, brzmi w skrócie: „przygotowanie dema to strata czasu, która w dodatku odrywa nas od dopieszczania wersji ostatecznej”. Pod tym argumentem podpisuje się Tanya Jessen z Epic Games: „Dwuletni cykl produkcyjny to, jak na grę dużego kalibru, naprawdę mało. Zawsze staramy się skupiać na stworzeniu jak najlepszej gry, a wersja demonstracyjna w dzisiejszych czasach jest niemal osobnym produktem”. W podobnym tonie wypowiada się wielu innych developerów. Choćby Infinity Ward (jeszcze za czasów Zampelli i Westa): „Żadnego dema przed premierą gry. Cała ekipa musi skupić się na dopieszczeniu pełnej wersji”. Brak czasu często bywa też używany w formie wymówki, jak choćby w przypadku Davida Adamsa z Vigil Games, który przed premierą Darksiders z rozbrajającą szczerością wyznał: „Nie mieliśmy czasu na przygotowanie dema – ledwo wyrobiliśmy się ze skończeniem pełnej wersji”. Wszystko to z pewnością prawda i w ogóle amen, tyle tylko, że rozumowanie to nie liczy się z faktem, że klienta wypada jakoś zachęcić do kupna tej superdopieszczonej pełnej wersji, a poza tym dema niemal zawsze powstają tak czy siak. Bo choćby nie wiem jak bardzo developerom chciało się siedzieć nad grą i ją dopieszczać, to na E3 trzeba dać pismakom pograć.

Kombinacja dwóch powyższych czynników skutkuje zaś często wydaniem dema przestarzałego, nierzadko spreparowanego np. półtora roku wcześniej z okazji jakiegoś pokazu prasowego. Takie coś z pewnością nie da graczowi pełnego obrazu tego, co czeka na niego w pełnej grze, a może wręcz zniechęcić go do zakupu. Zresztą, ryzyko tego ostatniego istnieje zawsze, nawet jeśli demko zostało stworzone specjalnie dla „zwykłych” graczy. Owo ryzyko podkreślał zawsze w wywiadach złotousty Peter Molyneux, mówiąc otwarcie: „Nienawidzę dem. Wypuszczasz je i zaraz wszyscy marudzą, że za krótkie, że zbyt zagmatwane… Jest milion powodów, dla których demo może grze zaszkodzić i zaledwie kilka przypadków, w których może pomóc. Kiedy ostatnio zagraliście w naprawdę fachowe demo, po którym natychmiast stwierdziliście, że kupicie grę?”. No cóż, zdarzyło się parę razy, ale sir Molyneux nie jest w swojej opinii odosobniony. W podobnym tonie wypowiedział się ostatnio Hidetaka Miyazaki, spytany o ewentualne demo nadchodzącego **Dark Souls: „Krótkie demo nie jest w stanie oddać walorów pełnej gry”. Ale warto dodać, że pan Miyazaki dorzucił jeszcze porcję samokrytyki, dodając po chwili namysłu: „Poza tym, wersje demonstracyjne nie wychodzą nam najlepiej”. From Software nie jest jedyną firmą cierpiącą na ową przypadłość. Takich przypadków zaobserwowałem ostatnio co najmniej dwa. Pierwszym było demo Dead Space 2**. Po jego przejściu odniosłem wrażenie, które po ograniu pełnej wersji przerodziło się w pewność, jakby ktoś bardzo starał się wyciąć najsłabszy, najmniej emocjonujący fragment gry i rzucić go graczom za frajer, jakby w trosce o to, by te lepsze, soczystsze kawałki trafiły tylko do płacących klientów. Żeby było jasne, nie spekuluję, że tak właśnie wyglądał proces decyzyjny, staram się jeno w miarę kwieciście opisać osobiste wrażenia. Wiem, że nie wszyscy podzielali moje odczucia, ale w moim przypadku były one na tyle negatywne, że tylko miłe wspomnienie poprzedniej części powstrzymało moje doborowe banknoty przed taktycznym odwrotem na tyły portfela. To kolejna pułapka, z którą muszą sobie poradzić twórcy dema.

Źródło artykułu:
Wybrane dla Ciebie
Rebel Wolves potwierdza. Dawnwalker to ich debiutancka gra
Rebel Wolves potwierdza. Dawnwalker to ich debiutancka gra
Assassin's Creed Red to potężna inwestycja Ubisoftu. Jest przeciek
Assassin's Creed Red to potężna inwestycja Ubisoftu. Jest przeciek
DualSense V2 wycieka. Czyżby mocniejsza bateria?
DualSense V2 wycieka. Czyżby mocniejsza bateria?
Horizon Forbidden West na PC coraz bliżej. Nvidia wkracza do akcji
Horizon Forbidden West na PC coraz bliżej. Nvidia wkracza do akcji
Imponująca sprzedaż Cyberpunk 2077: Phantom Liberty. Liczby mówią wszystko
Imponująca sprzedaż Cyberpunk 2077: Phantom Liberty. Liczby mówią wszystko
Xbox Game Pass z mocnymi grami w styczniu. Potężne otwarcie roku
Xbox Game Pass z mocnymi grami w styczniu. Potężne otwarcie roku
Star Wars Outlaws: wycieka termin premiery. Ubisoft dementuje
Star Wars Outlaws: wycieka termin premiery. Ubisoft dementuje
PS5 rozbija bank. Imponujące wyniki sprzedaży
PS5 rozbija bank. Imponujące wyniki sprzedaży
The Day Before za niespełna tysiąc złotych. Nie, to nie żart
The Day Before za niespełna tysiąc złotych. Nie, to nie żart
Hakerzy ujawnili plany Insomniac Games. Sześć gier na liście
Hakerzy ujawnili plany Insomniac Games. Sześć gier na liście
PS5 Pro z własnym DLSS. Nieoficjalne doniesienia o planach Sony
PS5 Pro z własnym DLSS. Nieoficjalne doniesienia o planach Sony
Nie będzie The Last of Us Multiplayer. To już pewne
Nie będzie The Last of Us Multiplayer. To już pewne
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY 🌟