Dramat rozpoczął się wieczorem 21 października. Gracze zostali poinformowani, że w związku z "krytycznym problemem" główny serwer gry musi zostać wprowadzony w stan offline. Dni mijały, a sytuacja nie ulegała poprawie. Ostatecznie okazało się, że ani firma obsługująca grę (Hangame), ani Sankando, pierwotny deweloper, nie są w stanie przywrócić M2 do świata żywych.
Sytuacja zdecydowanie mało zabawna dla nielicznych użytkowników, którzy poświęcili na zabawę w M2 swój czas i pieniądze. Gra była bowiem oparta na mikropłatnościach, co jest charakterystyczne dla produkcji MMO free-to-play.
Japońskim graczom nie pozostaje nic innego, jak przewertować zatwierdzony jednym kliknięciem regulamin gry i szukać podstaw do otrzymania ewentualnej rekompensaty. Może jakimś cudem uda się odzyskać alabastrową zbroję i gromowładny miecz (+56 do obrażeń zadawanych podczas pełni księżyca).
Wyobrażacie sobie, co by się działo po "zniknięciu" World of Warcraft? Wtedy każdy kraj miałby swoje "obchody 11 listopada".