Prezydent Republiki Północnej, Kim Dzong Ill umiera, a do władzy dochodzi jego syn, Kim Dzong Un. Za jego panowania obie Koree znów zostają złączone oraz wzmocnione o trzecie azjatyckie mocarstwo – Japonię. Państwo po wchłonięciu innych krajów tego regionu staje się militarną i ekonomiczną potęgą, gotową zagrozić największym tego świata. I tak też się dzieje: w 2027 roku Wielka Koreańska Republika atakuje Stany Zjednoczone, najpierw zrzucając na Zachodnie Wybrzeże bomby atomowe, by później dokończyć dzieła swoją potężną, uzbrojoną w najnowsze zdobycze technologiczne armią. Film propagandowy? Bynajmniej, to scenariusz najnowszej produkcji znanego z Frontlines: Fuel of War Kaos Studios. Że brzmi głupio, beznadziejnie i niewiarygodnie? Nieistotne, podobnie wyglądała fabuła drugiego Modern Warfare, co nie przeszkodziło mu pobić wszelkich rekordów sprzedaży.
I need a hero
W takiej produkcji bohaterem może być tylko amerykański patriota, który obarczony odpowiedzialnością za swój kraj i naród ze zwykłego żołnierza staje się prawie bogiem. Wybór padł na pilota helikoptera, Jacobsa, którego maszyna zostaje strącona przez koreańskie wojska. Jacobs budzi się na amerykańskiej farmie czy bardziej samowystarczalnym latyfundium położonym w stanie Colorado. W tej lokacji możemy oczami bohatera obejrzeć, jak ludzie próbują organizować sobie życie w swoich skromnych azylach: kobieta karmi piersią dziecko, jakiś człowiek pracuje przy generatorze, inny pilnuje pasących się owiec. Tworzenie takich dostępnych do zwiedzania lokacji, w których znajdziemy sporo ludzi pochłoniętych codzienną, konieczną do przeżycia pracą, ma pomóc zarówno w budowaniu klimatu, jak i fabuły Homefronta.
Widowiskowość do kwadratu
Kolejnym silnym punktem tej produkcji mają być mocno wyreżyserowane, wręcz hollywoodzkie sceny. I tak na przykład jeden z rozdziałów rozpocznie się w momencie, gdy nasza towarzyszka broni własnoręcznie udusi koreańskiego żołnierza w jednym z miejskich budynków w centrum wrogiej bazy. Wbiegniemy na dach i będziemy obserwować scenę, w której w środek bazy wjedzie podpalony van. Kiedy żołnierze zgromadzą się wokół vana, nagle niebo oświetli jasna flara, która okaże się być pociskiem zapalającym, skierowanym w sam środek zdezorientowanych przeciwników. Za chwilę do bazy wpadną członkowie ruchu oporu, a my snajperką ułatwiamy im zadanie, likwidując operatorów wyrzutni rakiet. Jeszcze chwila, a na nasz budynek zleci kolejny pocisk, który zmusi bohaterów do szybkiej ewakuacji z miejsca walki, dokładnie w momencie, gdy budynkiem wstrząśnie seria wybuchów. Ta widowiskowość (na wzór produkcji Infinity Ward), w której weźmiemy udział (albo zdążysz się wkomponować w akcję, albo zginiesz), ma być zrealizowana z iście epickim rozmachem.