Polski wydawca Homefronta, firma CD Projekt, zdecydował się na bardziej miarodajny, bezpośredni pokaz gry. Jest to o tyle dobre, że po prezentacji na ostatniej konferencji prasowej, gdzie nie przedstawiono gameplayu z multiplayera, a jedynie zwiastun, moje uczucia względem dzieła Kaos Studios były nadzwyczaj mało sprecyzowane. Zmieniło się to po kilku dłuższych starciach, w jakich wziąłem udział wraz z innymi dziennikarzami z Polski.
Udostępniono nam salkę z odpalonymi Xboksami 360, w której konsole połączono w sieć. Przez większość czasu w rozgrywkach brało udział 10-12 osób, nie jest to jednak maksymalna liczba potencjalnych uczestników, w części meczów zagra ich nawet 16 na zespół. Twórcy zdają sobie sprawę, że we współczesnych FPS-ach przesadna oryginalność mogłaby być zgubna, dlatego też sympatycy Battlefield: Bad Company 2, Call of Duty: Black Ops czy Medal of Honor w Homefronciepoczują się jak w domu.
Samo sterowanie, nawet osobom, które na co dzień preferują podejście: „tylko PC”, nie sprawi większych kłopotów. Chyba dlatego, że jest to standard, pozwalający uniknąć dłuższego zastanawiania się, co jest czym. Przed wkroczeniem do walki każdy wybiera klasę, podobnie jak m.in. w Battlefield :Bad Company 2. Przy całkiem rozwiniętym doskonaleniu postaci (w tym perki) daje to ciekawe perspektywy na przyszłość, na pokazie sprowadzało się do doboru pasującego nam ekwipunku.
Zestawów było sześć, a różniły się bronią, granatami, a także dostępnymi bonusami, odblokowywanymi w ramach skutecznych starć. Trybów zabawy jest kilka, przy czym najczęściej ogrywanymi były klasyczny deathmatch i odpowiednik battlefieldowego Conquesta (przejmowanie punktów). Bardzo fajnym pomysłem może być Battle Commander, w którym najlepszy z zawodników otrzymuje dodatkowe pomoce (np. wzmocniony pancerz), ale jednocześnie zostaje zaznaczony na mapie.