Pamiętam, jak 200 lat temu oferowałem mu pokój, a on odmówił, bo akurat miał przewagę. Nie zamierzam teraz puścić mu tego płazem, nawet mimo tego, że sukcesywnie prosi o zawieszenie broni od dekad. Bo akurat mam przewagę. W zasadzie teraz, jak o tym myślę, to chyba w ogóle ja rozpocząłem ten konflikt. I ja zamierzam go skończyć. Chyba jestem tym złym.
Kiedy zaczynałem moją drugą rozgrywkę w Endless Space (pierwszą, poświęconą w większości na uczenie się interfejsu, oczywiście sromotnie przegrałem), pierwsze, co zrobiłem, to ustawiłem w niej maksymalną wielkość galaktyki. Prowadzenie kosmicznego imperium we wszechświecie, w którym kontakt z obcą cywilizacją nawiązujemy w kilkanaście lat po rozpoczęciu rozgrywki i który wygląda jak przyszkolna piaskownica, z obrzucającymi się przezwiskami dziećmi, jest całkowicie sprzeczne z ideą tego typu gier. Historia mojej wojny z rasą Horatio ma już ponad 300 lat, a wciąż pozostaje ona jedynym inteligentnym gatunkiem, o którego istnieniu w ogóle wiem. Co dzieje się w pozostałych częściach galaktyki? Nie mam pojęcia. Być może mój odwieczny konflikt jest przy tym zaledwie mało znaczącą sprzeczką. Nie wiem i na razie nie chcę wiedzieć. Tak powinno być.
Moja cywilizacja ciągle jest na etapie „wojny pierwszego kontaktu”, wszystko, czego nauczyłem się na temat rozwoju i ekspansji skażone jest jej ciągłą obecnością. Nawet w chwilach względnego spokoju snuję plany dalszych podbojów. W jakiej sytuacji postawi mnie to, kiedy ta rywalizacja się skończy, a ja podbiję już ich wszystkie systemy? Pozostaje to wielką zagadką. Szef Amplitude Studios w wywiadzie udzielonym serwisowi RockPaperShotgun podkreślał, że dla niego i jego zespołu ważne jest, by gracz w tego typu produkcji był w stanie już na wstępie zaplanować strategię na całą rozgrywkę i konsekwentnie ją realizować. A w tym przypadku jest zupełnie przeciwnie i uwielbiam to. Prawie od samego początku moja strategia powstaje na bieżąco, w odpowiedzi na działania wroga, który cały czas znajduje się tuż za moimi plecami. To pierwsza strategia tego typu, w której prowadzę rozgrywkę, koncentrującą się niemal non stop na działaniach wojennych. Dotychczas zawsze wolałem skupiać się na powolnej rozbudowie własnego przemysłu, dobrobytu i technologii, tak żeby nikt nie chciał mnie atakować.
new WP.player({ width:610, height:343, autostart:false, url: ' http://get-2.wpapi.wp.pl/a,61764431,f,thumb/7/b/7/7b7fb74cabe51f253ec5fd4dcd17d5a9/fecf4bbe7a15e3253140f65c03820e85/endless_space_ql_gotowy.mov', });Gramy w Endless Space i komentujemy. Wersję wideo w wyższej rozdzielczości znajdziecie pod tym adresemW Endless Space zmieniłem to podejście również dlatego, że jedną rzeczą, która w tej grze naprawdę niedomaga, jest dyplomacja. Co mi po potężnym sojuszniku, władającym połową galaktyki, kiedy ten w przypadku agresji na moje systemu nie ruszy w ich stronę nawet jednego statku, a ja nie mam żadnego sposobu na skłonienie go do tego? Więc przy drugiej rozgrywce robiłem wszystko, żeby nie być nigdy postawionym w takiej sytuacji.
I w konsekwencji tego największe osiągnięcie mojej cywilizacji przyszło około roku 150, kiedy zepchnięty do swoich ostatnich pięciu systemów, wynegocjowawszy z trudem zawieszenie broni na 10 lat (musiałem z niechęcią obdarować przeciwnika aż ośmioma nieznanymi mu technologiami), opracowałem plan krążownika, który miał zmienić losy tej wojny. Kiedy szczytowym punktem istnienia prowadzonego przez ciebie imperium jest wyprodukowanie nowej maszyny zniszczenia, to wiesz, że nie wszystko jest w porządku.
No i czy kiedy w końcu podbiję już wszystko, co u Horatio będzie do podbicia i otworzę się na resztę wszechświata, okaże się, że w cieniu tej bezsensownej wojny powstał intergalaktyczny sojusz wielkich imperiów, gotowych zgnieść mnie jak robaka? Co, jeżeli okaże się, że pozostałe rasy w galaktyce poświęciły ten cenny czas na opracowywanie technologii zwiększających produktywność i zadowolenie ich obywateli, że wykorzystały go na poprawienie wspólnego dobrobytu, a ich współpraca handlowa zaowocowała zwiększeniem potęgi ich wszystkich? Prawdopodobnie skończy się to moim rychłym unicestwieniem.
I będzie to unicestwienie, na które w pełni zasłużyłem. Chyba, tym razem, byłem tym złym.