Razer Mamba 2012 nazywana jest przez swoich twórców pierwszą profesjonalną bezprzewodową myszką dla graczy. Z twierdzeniem tym (jak z każdym twierdzeniem marketingowym) można dyskutować, co nie zmienia faktu, że mamy do czynienia z bezpośrednim następcą jednego z najlepszych gryzoni bezprzewodowych na świecie. A co ten gryzoń ma, czego nie miał jego poprzednik? Cóż, kilka rzeczy przydatnych, kilka przydatnych mniej, ale za to bardzo efektownych. Rozbierzmy więc mychę na części pierwsze.
Opakowanie i wygląd
Podobnie jak wcześniejsza edycja Mamby ta sprzedawana jest w sporej wielkości pudełku, na samej górze którego eksponowana jest Mamba roku Pańskiego 2012. Wszystkie dodatki, czyli podziękowanie za zakup, instrukcje szybkiego startu oraz obsługi, akumulatorek, bateria i stacja dokująca schowane są pod myszką, w pudełeczku w kolorze jasnej mamby, a dokładnie w szufladkach tegoż pudełeczka. Taki sposób eksponowania sprzętu oraz opakowania go sugeruje graczom, że mają do czynienia z towarem ekskluzywnym.
Wyglądem Mamba nie odbiega od DeathAddera. Elegancki, opływowy kształt przystosowany do praworęcznych graczy zapewnia wygodę użytkowania osobom kładącym całą dłoń na myszce (niezależnie, czy obsługują PPM środkowym czy serdecznym palcem). Na przodzie sprzętu znajduje się nieszpecące, wyczuwalne w dotyku logo twórców. Reszta elementów jest na tyle wyraźna, by można było łatwo je znaleźć, oraz na tyle dyskretna, by nie psuć eleganckiego designe'u. W skład gryzonia wchodzi siedem klawiszy (patrząc od prawej strony: dwa umieszczone z boku myszki, dwa małe w prawej górnej części LPM, LPM, pokrętło, PPM), znajdujący się w jego prawej górnej części wskaźnik poziomu baterii oraz naprzemianzmienne ustawienia poziomu rozdzielczości. Szkoda, że twórcy nie pomyśleli o zamontowaniu dwóch dodatkowych przycisków, przy przechylaniu kółeczka myszki w lewo i w prawo, ale większość graczy i tak nie jest tą funkcją zainteresowana.