Razer Anansi to klawiatura przygotowana z myślą o graczach w tytuły MMO. Świetnie jednak zdaje egzamin także przy innych grach, tak więc o potencjalnym zakupie mogą pomyśleć również użytkownicy stroniący od sieciowych erpegów.
Klawiatura jest solidnie zbudowana i sprawia bardzo dobre wrażenie. Czarny plastik wykorzystany do jej produkcji jest matowy, dzięki czemu nie zostają na nim odciski palców. Mały szczegół, ale odczucia estetyczne są równie ważne jak samo działanie. Klawiaturę podłączamy do dwóch złączy USB. Jedno odpowiada za komunikację z komputerem, drugie zasila podświetlanie przycisków. Producent nie dołączył do zestawu oprogramowania do obsługi makr, toteż odpowiednie pliki należy pobrać ze strony firmowej. Czy takie rozwiązanie jest dobre? Biorąc pod uwagę fakt, że w większości przypadków gracze są czynnymi użytkownikami globalnej sieci, nie powinno to stanowić problemu. Zwłaszcza że raz na jakiś czas Razer wypuszcza uaktualnienia oprogramowania. Zwolennicy otrzymywania od razu kompletu sprzętu mogą jednak być tym faktem poirytowani.
Całe urządzenie jest dość szerokie – ma nieco ponad 50 centymetrów. Powiększają je jeszcze lekko wyprofilowane boki, których – jak dla mnie – mogłoby nie być. Nawet długotrwałe korzystanie nie pozwoliło mi znaleźć dla nich sensownego zastosowania. To, co zwraca uwagę już na początku, to dwa dodatkowe rzędy klawiszy. Pierwszy umieszczony z lewej strony klawiatury oraz drugi umiejscowiony pod „spacją”. Oba zestawy są przeznaczone do zapisywania kolejnych makr.
Na spodzie obudowy znajdują się dwie podkładki antypoślizgowe i jest to, niestety, jeden ze słabszych elementów Anansi. Niejednokrotnie bez najmniejszego wysiłku przesuwałem całą klawiaturę po stole, a klawisz, który chciałem wcisnąć, uciekał mi spod palca.