Na drodze mojej wędrówki stanął Ziemniaczek. Jakkolwiek absurdalnie to brzmi, najgłupsze pseudonimy najłatwiej zapamiętać, a to właśnie nieznany mi gracz o ksywce Potato X wziął razem ze mną udział w wyprawie do katakumb Ascalonu. To chyba najgorszy złodziej, jaki w czasie beta-testów Guild Wars 2 stąpał po tamtych terenach. I jednocześnie najwspanialszy kompan, który uczynił ten wypad szczególnym.
Bo wiecie, w grach zawsze przydatny bywa dystans do samego siebie. A Potato X niejednokrotnie był skłonny zauważyć, że przetrwanie minuty żywym to dla niego coś wyjątkowego. Czy źle wybrał klasę? Czy zbyt szybko skorzystał z opcji testera, która pozwala na ulepszenie postaci do trzydziestego poziomu, tak by należycie sprawdzić loch? Zapewne nigdy się nie dowiem i chyba nawet nie chcę wiedzieć.
Pierwszą część serii wspominam pozytywnie właśnie ze względu na ludzi, na tworzony przez nich specyficzny klimat, a Guild Wars 2 wydaje się znakomicie kontynuować takie podejście. W końcu w kilkadziesiąt minut otrzymałem dowód na to, że pięcioosobowa drużyna, złożona z całkowicie losowych i nieznanych sobie osób, jest w stanie świetnie współgrać i realizować przyjęte cele. To zasługa tak podejścia, jak i właściwie zorganizowanej rozgrywki.
new WP.player({ width:600, height:338, autostart:false, url: 'http://get-2.wpapi.wp.pl/a,61764431,f,thumb/d/e/1/de13e62998e4a54092687b3c5b2dc006/fecf4bbe7a15e3253140f65c03820e85/guild_wars_2_beta_01.mov', });Film w wyższej rozdzielczości znajdziecie pod tym adresem.
Ale pełnoprawne MMO ArenaNet to także świetna kontynuacja w kontekście fabularnym – przeniesienie historii o 250 lat do przodu stwarza twórcom spore pole do popisu i – jak nietrudno zauważyć – korzystają z tego intensywnie. Zdarzy się, że spacerując po zaśnieżonych terenach Deszczogór, natrafimy na pomnik Jory. Niekiedy usłyszymy wzmiankę o Lwich Wrotach, których rola drastycznie zmieniła się po dwóch i pół wieku. Zwiedzając nową stolicę ludzkości, widzimy, że mieszkańcy Kryty wyznają sześciu bogów, z Kormir na równi z innymi.
Tak bogaty świat aż chce się odkrywać.
Wspomniane wcześniej katakumby Ascalonu to jedyne lochy, które można było sprawdzić podczas bety odbywającej się – niestety – tylko przez weekend. Jako że moją główną postacią była nornowa strażniczka, droga do tych podziemi okazała się długa, ale i niezapomniana. Choć wiele zmieniło się w Tyrii, trafienie do ruin miasta, którego upadek widzieliśmy w pierwszym Guild Wars, to ciekawe doznanie. Więcej z tego, co miało tu miejsce, zrozumieją osoby, które czytały powieści bazujące na serii, ale i tak klimat jest dość wyjątkowy.
(Drobne spoilery w tym akapicie!) Wszystko przez błąkające się dookoła dusze poległych żołnierzy, zamienione w bezlitosne, żądne naszej śmierci potwory. Ascalon przestał być przyjaznym miejscem już po Spopieleniu, ale dopiero teraz niebezpieczeństwem są nawet jego strażnicy. Katakumby to raczej proste lochy, w których naszym głównym zadaniem jest zmierzenie się tak z pomniejszymi przeciwnościami, jak i z grupą konkretnych oponentów. Jest to chociażby łowca Nente, atakujący z oddali zabójczymi strzałami, czy oddana nekromancji Kasha. Najciekawiej jednak wypada starcie z parą kochanków. W myśl hasła „miłość jest wieczna” natrafiamy na duchy Releny i Vassara – elementalistka i mesmer to zabójcze połączenie, przy którym grupa śmiałków musi znaleźć sposób, jak rozbić ów duet, nie ulegając jednocześnie atakom obszarowym.
W Guild Wars 2 nie ma klasy odpowiadającej mnichowi z poprzedniej części. Każda z profesji jest w stanie (mniej lub bardziej) leczyć się samodzielnie. Natomiast wspomniana już jednostka, podobnie jak np. paragon, została zastąpiona przez strażnika. To wojownik, ale o zdolnościach magicznych, nastawiony przede wszystkim na wsparcie towarzyszy i niwelowanie efektów wrogich działań. Jeżeli szuka się klasy, która w jednej chwili teleportuje się do kompana tylko po to, by ostatkiem sił uchronić go przed powaleniem, to idealny wybór.
Strażnik jest bardzo wszechstronny. W trakcie testów walczyłem nim w zwarciu, okładając przeciwników długim mieczem i buławą oraz trzymając w drugiej ręce wspierający mnie artefakt. Atakowałem też na dystans, śladem profesji typowo magicznych korzystając z kostura. Walka w kontynuacji Guild Wars zyskała na dynamice, jest przede wszystkim uwolniona od statyczności, skupiania się na jednym celu. To dlatego m.in. grałem kiedyś elementalistką – by móc atakować obszarowo. Strażnik działa na grupy, tak towarzyszy, jak i wrogów. Dzięki zmianom w starciach w jednej chwili z pierwszej linii można trafić do określonych graczy, lecząc ich magiczną bryzą czy przechwytując negatywne efekty na siebie.
Zdecydowanie się na norna przyniosło też inny interesujący rezultat – możliwość zmieniania się w jedną z czterech zwierzęcych form, wyznawanych przez te ludy jako bóstwa. Wybór umiejętności elitarnej pozwala na przeobrażenie swojego bohatera np. w wilka (a w zasadzie w wilkołaka), co daje też dostęp do nowego szeregu ataków, na czele z szaleńczym skokiem na oponenta. Gwarantuję, że widoki bywają ciekawe.
Choć to dopiero pierwsza z naszych publikacji o Guild Wars 2, warto odnotować istotną rzecz. We wszystkich beta-testach ArenaNet nie umożliwia robienia własnych screenshotów – to niezrozumiały krok, ponieważ gra wygląda urzekająco, a animacje w czasie walk tworzą wyjątkowy efekt, którego na pewno nie trzeba się wstydzić.