"... poszczególne dziedziny nauki, każda ciągnąca w swoim kierunku, jak dotychczas nie uczyniły nam wielkiej krzywdy; jednak pewnego dnia zgromadzenie razem całej rozproszonej wiedzy odsłoni tak straszliwe horyzonty rzeczywistości i naszego okropnego w niej miejsca, że albo zwariujemy od tych rewelacji, albo uciekniemy od śmiertelnie groźnego światła w spokój i bezpieczeństwo nowych mrocznych wieków.”
Nie bez powodu rozpocząłem swój artykuł właśnie tym cytatem. Co sprytniejsi czytelnicy zapewne domyślają się już, o czym chcę opowiedzieć, ale zostaną do pewnego stopnia zaskoczeni, ponieważ opisywany przeze mnie tym razem tytuł nie jest typowo „lovecraftową” grą. Owszem, zawiera tony halucynacji, skoków między mrocznymi wymiarami i pewne niezbyt przesadne, ale sensowne ilości krwi, ale o ile mitologia Cthulhu jest w miarę zrozumiała dla wprawnego czytelnika, o tyle fabuła tej gry jest... no... dziwna. Dziwna i niewytłumaczalna w żaden sposób, pozostawia nas z wrażeniem, że pokazano nam tylko drobny wycinek jakiegoś pokręconego świata – i jest to prawdziwa łaska, bo jest on tak szalony, że nie potrafilibyśmy go pojąć w całości. Przedstawiam zatem grę autorstwa Teda Lauterbacha, dwuwymiarową platformówkę z elementami gry logicznej pod tytułem suteF.
Ból w piersi staje się tak silny, że budzisz się ze swojej nieprzytomności. Chwilę trwa, zanim Twoje oczy zdążą przystosować się do ciemnego otoczenia. Ostatni kaszel wydobywa z Twojego gardła krew, która z głośnym plaskiem uderza o kamienną podłogę. W końcu dochodzisz do pełni zmysłów i zastaje Cię nieprzyjemna sytuacja – jesteś uwięziony. Nie przez kraty czy jakieś prawdziwe więzienie, niemniej jesteś zawieszony w oceanie pustki na jednej jedynej platformie, na której jesteś tylko Ty i dziwny ekran wypełniony szumem. Podchodzisz do niego w nadziei, że odpowie na część Twych pytań. Wpatrując się w szum, zaczynasz widzieć pewien wzorzec, który nieodparcie Cię przyciąga. Wyciągasz rękę w kierunku ekranu... i na moment znowu zapada ciemność.
Myślę, że to jedyny sensowny sposób, aby przedstawić choćby i krótki wycinek fabuły tej gry. Jej reszta w całości bazuje na mrocznych, niezrozumiałych i często bolesnych wydarzeniach, których powinno się raczej doświadczać samemu. Mówię „doświadczać”, ponieważ duża ich część, mimo powiązania ze sobą, jest po prostu niezrozumiała. Jedyne prawdziwe dane, jakie otrzymujesz, to znajomość Twojego wielkiego wroga... i koniec. Ten brak informacji czy może nawet dezinformacja, działa jednak mocno na korzyść gry – w ten sposób tworzony jest dość niezwykły klimat, który utrzymuje nas w krześle i zachęca do grania dalej.