Gry tego podgatunku w większości powstają po drugiej stronie globu, w Japonii, jednak powoli i nieubłaganie przebijają się do świadomości graczy zachodnich. Ich podstawowym problemem w odbiorze u typowego użytkownika jest nie tylko szok kulturowy wywołany stylem i opowiadaną historią, ale i fakt, że są... trudne.
Solace wyróżnia się spośród innych pokrewnych sobie gier tym, że kładzie duży nacisk na emocjonalny odbiór swojej treści oraz faktem, że jest stosunkowo łatwe. Oba te zabiegi sprawiają, że produkcja ta jest dużo mniej obciążająca dla umysłu i refleksu gracza, dzięki czemu stanowi świetne wprowadzenie w ten styl rozgrywki. Tu w zasadzie mógłbym już skończyć, jednak tytuł ten to dużo ciekawsza kwestia niż tylko suma swoich składowych części.
Sama rozgrywka nie różni się w zasadzie od swojego rdzenia gatunkowego. Za zadanie mamy zestrzeliwać przeciwników, unikając gradu kul, który zmierza w naszą stronę. Wspomniałem wcześniej, że jak na strzelankę Bullet Hell Solace jest stosunkowo proste – ścieżki pocisków w większości wypadków są stałe, a jeśli pędzą one na nas, zawsze jest szansa na ich ominięcie. Dzięki temu ułatwieniu mogę polecić tę grę zarówno osobom początkującym, jak i doświadczonym. Pierwsze będą miały ciekawą wprawkę do być może przyszłych kontaktów z tego typy tytułami, a na drugich powinien zrobić wrażenie niecodzienny styl tej produkcji
W zastępstwie dla typowego dla tego podgatunku statku kosmicznego z nieograniczonymi zasobami amunicji w Solace sterujemy... aniołkiem? Esencją duszy? Kuleczką ze skrzydełkami? Nie wiadomo – nigdy nie jest to do końca wyjaśnione. Owa „rzecz”, zamiast przez nieskończone przestworza bądź pustkę kosmosu, płynie przez... stany emocjonalne. W tym wypadku mowa o nie byle jakich stanach, bo o sławnych pięciu etapach smutku, tak zwanym modelu Kübler-Ross lub prościej o: Zaprzeczaniu, Gniewie, Negocjowaniu, Depresji i Akceptacji. Emocje te stanowią pojedyncze poziomy w grze, wokół których zbudowana jest cała stylistyka, wystrój i muzyka.