W pewnym nieokreślonym bliżej bajkowym świecie odbywał się wielki wyścig, który miał ustalić, kto z mieszkańców jest najszybszy. Na linii startowej stanęło wiele osób, jednak gdy dotarł na nią RunMan, osoba znana z tego, że porusza się bardzo szybko, wszyscy zaczęli bać się przegranej i zrezygnowali z wyścigu. RunMan został ogłoszony zwycięzcą... ale stwierdził, że niepotrzebna mu nagroda, na którą nie zasłużył. Poza tym, co to za wyścig, w którym się nie biega? Właśnie dlatego postanowił biec sam, aby pobić kolejne rekordy każdej z tras.
Jak już wspomniałem, RunMan jest mocno inspirowany serią Sonic the Hedgehog, jednak na pierwszy rzut oka trudno tę inspirację wyłapać. W zasadzie jedyną wspólną rzeczą jest pęd głównego bohatera i sposób nagradzania za każdy skończony etap. Na tym podobieństwa się kończą, a zaczynają zmiany w podstawowej formule, które wychodzą całemu tytułowi na dobre. W RunManie nie można przegrać – można co najwyżej zrestartować próbę przejścia etapu.
Wpadanie w otchłanie poniżej mapy nie jest śmiertelne, tak jak i kontakt z różnymi stworami, które chodzą po poziomach. Zamiast zbierać pierścienie, RunMan gromadzi punkty. W podstawowej wersji za utrzymanie szybkiego tempa cały czas, co zwiększa mnożnik przy przekraczaniu sekcji etapu (czyli: im mniej czasu między sekcjami, tym więcej punktów, a im dłużej była utrzymywana szybkość, tym więcej razy są te punkty mnożone), a także za przebijanie baloników i usuwanie niektórych przeciwników. Na koniec etapu gra przelicza czas, w jakim został on ukończony, oraz zdobyte punkty, w przypadku przekroczenia pewnego poziomu przyznając medale: brązowy, srebrny i złoty.