Podłożenie pewnego fantu w ekskluzywnym, ale wystarczająco publicznym miejscu. Zachowaj spokój... Nic się nie dzieje, jesteś tylko jeszcze jedną twarzą w tłumie... Przeniknij, wykonaj misję, wycofaj się, wróć do bazy, odbierz forsę, odpocznij. Odpoczynek jednak nigdy nie trwa dość długo. Szkoda.
Tę grę trudno jednoznacznie przypisać do jakiegoś określonego gatunku. Czy jest to strzelanka FPP? Nie, bo nie zawiera strzelania. Czy jest to przygodówka? Blisko, ale jeszcze nie to – za mało dialogów. Czym więc jest Gravity Bone? Jedną z najbardziej filmowych gier eksperymentalnych, jakie kiedykolwiek widziałem. W tym wypadku mowa o filmach szpiegowskich a'la seria o Jamesie Bondzie, najlepiej z czasów kadencji Seana Connery'ego.
Jak nietrudno się domyślić, wcielasz się w agenta... jakiegoś wywiadu, który wykonuje misje mające na celu... hm. W zasadzie nic nie wiesz o swojej roli w wielkim planie agencji – masz po prostu zrealizować swoje zadania. A te, jak się okazuje, są bardzo proste, bardzo krótkie i nie trzeba wielkiego wysiłku do ich przeprowadzenia. Dlaczego więc warto zagrać w ten tytuł? Pomimo swojej miniaturowej długości i pewnej prostoty Gravity Bone w przeciągu około dwudziestu minut pokazuje kompletną esencję każdego filmu szpiegowskiego, jaki kiedykolwiek powstał, i nie pozwala tego zapomnieć.