Agresywni obcy są prawie tak popularni jak zombie – nic więc dziwnego, że do niemal każdej współczesnej gry powstają modyfikacje próbujące odwzorować klimat wspomnianych filmów. Jedna z nich, autorstwa Black Cat Games, miała szczęście stać się samodzielną, darmową grą, z lekką pomocą ze strony Valve. Mowa oczywiście o Alien Swarm, kooperacyjnej drużynowej strzelance z widokiem z góry.
Jeśli miałbym porównać tę grę do innych znanych tytułów, najbliżej jej do dwóch: cyklu Alien Breed pod względem rozgrywki oraz Left 4 Dead z jego rozwiązaniami dla zabawy w trybie kooperacyjnym. Całość akcji przedstawiona jest przez kamerę zawieszoną wysoko nad bohaterem, którego celem jest przebicie się przez hordy nieprzyjemnych obcych istot i wykonanie swojej misji. Do pomocy gracz może wezwać jeszcze trzech znajomych, aby chronili jego plecy lub dbali o zdrowie drużyny.
Elementy charakterystyczne dla serii Aliens da się zauważyć praktycznie natychmiast – obcy, jeśli atakują otwarcie, robią to masowo. W całym środowisku gry znaleźć można od groma zepsutych lamp i innych mrugających, dekoncentrujących świateł, a cień jest naszym największym wrogiem... Chociaż nie, zmieńmy tę kwalifikację: naszymi największymi wrogami są koledzy z zespołu. Ponieważ rozgrywka została ograniczona tylko do dwóch wymiarów, incydenty friendly fire zdarzają się dość często, a najgorsze z nich bywają śmiertelne. Gra wymaga wyrobienia sobie pewnego zmysłu taktycznego i niewłażenia towarzyszom pod lufy. Brzmi to dość prosto i po jakimś czasie rzeczywiście takie się staje, jednak początki bywają bolesne.