Jest rok 2385. Ludzkości udało się wyrwać z naszej planety, a po wynalezieniu napędu warp w bardzo szybkim tempie eksploruje wszechświat. Jednak nie wszystko jest proste – z powodu braku materiałów i zasobów Federacja Ziemska zatwierdza program, pozwalający na wykorzystanie przestarzałych statków w celach eksploracyjnych. Mefistofeles jest pierwszym, który zostaje przystosowany do tego celu. Z sześcioosobową załogą na pokładzie bada galaktykę Caracus. Niecały tydzień po wylocie nasi gwiezdni podróżnicy odkrywają w przestrzeni kosmicznej dziwaczny artefakt – bardzo starą metalową skrzynkę. Kapitan, ignorując rady Federacji, zabiera ją na pokład i zamierza otworzyć.
Ponieważ jest to gra przygodowa, fabuła jest jej najważniejszym elementem, więc nie będę dalej jej zdradzał. Tym razem Yahtzee zmierzył się z nieco innym rodzajem horroru, choć i tu nie brakuje elementów slashera. W tej grze jednak dziwaczna i niepokojąca atmosfera zastąpiona została nieufnością, dezorientacją oraz oczywiście strachem. Ponownie trafia się kilka momentów, w których zdarza się zginąć, jednak tym razem większość takich sytuacji może być spowodowana naszą własną głupotą. Jedyne, czego brakuje w stosunku do poprzedniej części, to typowego dla autora poczucia humoru.
W kwestii grafiki nastąpiła zasadnicza poprawa, jednak nie spowodowała tego nowa technologia. Rozdzielczość nadal jest niska i dla młodszych graczy może okazać się to to trudne do zaakceptowania. Natomiast surowy, schematyczny i geometryczny styl oprawy w takim kontekście jak najbardziej pasuje. Powraca, niestety, problem prostych akcji i animacji, które na dłuższą metę nie przeszkadzają, ale z pewnością nie dodają punktów grze. Co ciekawe, tym razem autor postanowił wykorzystać aspekt „polowania na piksele” dla osiągnięcia efektu dramatycznego, o czym przekonacie się podczas zabawy.