Jego zdaniem górna granica ceny dużych tytułów się nie przesunie, wciąż oscylując w okolicach 60 dolarów (dajmy na to, że około 200 złotych). Dodał jednak, że spodziewać się możemy większej ilości gier o cenach niższych, które kosztować będą nawet zaledwie 99 centów. Biorąc pod uwagę fakt, że Sony zapowiedziało nowy system, przyjazny dla tytułów f2p, ceny gier rozciągać się więc będą od 0 do 60 dolarów. Użytkownicy PS4 nie powinni więc zauważyć żadnego wzrostu ceny gier, a jedynie zmianę modelu biznesowego niektórych z nich.
Rzućmy jednak jego wypowiedź na szersze tło rynkowe. Obserwuje się ostatnio zmianę trendów rynkowych, które ukazują spadek zainteresowania konsumentów sprzedażą detaliczną gier (w realnych sklepach, jako fizycznie istniejące przedmioty), a wzrost popularności dystrybucji cyfrowej. Badania rynkowe konsumentów Stanów Zjednoczonych ustaliły, że spadek ten wynosi 21% (włączając w to zarówno gry nowe i używane). Natomiast o 16% podniosła się ilość zysków z rynku cyfrowej dystrybucji tytułów.
Tretton wydaje się ignorować te dane (należy tu zaznaczyć, że pochodzą one z raportów grupy NPD, które nie zawsze są tak rzetelne, jak być powinny) twierdząc, że zapotrzebowanie na gry wysokobudżetowe wciąż jest ogromne:
W tej chwili jest więcej graczy, niż kiedykolwiek. Jego zdaniem już sam ten fakt sprawi, że PS4 sprzeda się dobrze.
Wydaje mi się, że ludzie zapłacą, jeśli za ceną pójdzie odpowiednia jakość. W tej chwili rynek oferuje im ogromny wybór. W jaki sposób Sony ma zamiar uargumentować cenę 60 dolarów za duże tytuły? Damy ludziom ogromną ilość godzin rozgrywki codziennie, przez wiele miesięcy i lat. O to przecież chodzi prawdziwym graczom.
Co więc z tymi graczami, których jest coraz więcej, a decydują się na zakup mniejszych tytułów, chociażby na urządzenia mobilne? Sony zdaje się sądzić, że przez wydanie nowej konsoli własnoręcznie zaprzeczą i, co więcej, odwrócą cały ten trend.
To tylko uzależniająca zabawa. Te gry dają ludziom zaledwie kęs doświadczenia, które wyciągnąć można z prawdziwych tytułów. Moim zdaniem ludzie w końcu przesuwają się w górę łańcucha pokarmowego [kupują większe gry].
Jeśli jesteś kimś, kto uważa się za prawdziwego gracza i chcesz grać na najnowszych i najsilniejszych sprzętach, by w ten sposób osiągać najgłębsze doznania z gier, nie odejdziesz od dużych tytułów na rzecz mniejszych. Chyba że tylko po to, by zająć się czymś na chwilę, bo ci się nudzi.
Jak więc widzi to Tretton? Cena jest uargumentowana, gdyż ludzie są w stanie tyle zapłacić. Nawet nie wszyscy – chodzi mu o tych „prawdziwych graczy”, którzy przez te wszystkie lata czekali tylko, by móc wydawać swoje pieniądze na wysokobudżetowe tytuły. Co z więc z milionami ludzi, którzy decydują się jednak grać tylko i wyłącznie w kilka gier na swoim smartfonie? To potencjalni przyszli klienci, którzy w końcu „dojrzeją” do tego, by kupić PS4 i szereg gier na nie przeznaczonych. Czy jest to możliwe? Ciężko mi osobiście w to uwierzyć. Patrząc jednak na raport finansowy z ostatniego kwartału i straty z marki PlayStation, sądzę, że firma rzeczywiście głęboko życzy sobie takiego obrotu spraw.