Badanie zostało przeprowadzone przez Daniela Kinga, pod okiem doktora Michaela Gradisara, psychologa snu. Wzięło w nim udział 17 chłopców, którzy przez dwa dni poddawani byli testom. Przed pierwszą nocą musieli grać w dynamiczną i szybką grę z elementami przemocy. Trwało to od 50 do 150 minut, a podczas gry mierzona była praca serca uczestników badania. Pograwszy, zasypiali, a ich sen był czujnie monitorowany. Wyniki badania wskazują na utratę 27 minut snu na każdą 150 minutową sesję gry. Dodatkowo, do osób, które zdecydowały się grać właśnie przez taki czas, sen przyjdzie z 39 minutowym opóźnieniem, a w nocy czekają ich częste pobudki. Granie powyżej 150 minut oznacza również utratę 12 minut z fazy snu REM.
Być może nie wydaje się, że to dużo, ale faza snu REM odgrywa bardzo ważną rolę w procesie zapamiętywania i nauki, szczególnie rzeczy, które odkryliśmy tego samego dnia - mówił Dr Gradisar. Dla starszej młodzieży, która przygotowuje się do egzaminów, granie w gry akcji przed snem nie jest z pewnością najlepszym pomysłem.
Należy tu zaznaczyć, że nastolatki grające przed snem zaledwie 50 minut nie miały problemów ze snem. Dodatkowo, badanie nie porównywało też gier, które zawierały dużą dozę przemocy, z innymi, niezawierającymi jej wcale. Dziwne jest też, że do badania nie zostały zaproszone przedstawicielki płci pięknej.
Celem badania nie było zanalizowanie złych wpływów gier elektronicznych, tylko znalezienie najgorszych rzeczy, które można robić przed snem i zbadanie efektów, jakie owe czynności mają na nasz nocny odpoczynek. Jak na razie wydaje się, że, biorąc pod uwagę nastolatków, granie przed snem mniej niż godzinę, nie przynosi niepożądanych rezultatów.
Może więc należy zmienić rozrywkę wieczorną? Zamiast szybkich FPS-ów przed snem skupić się na grach przygodowych i logicznych? Albo trzymać się magicznej granicy 50 minut? W każdym razie wyniki badań zostały przyjęte do Journal of Sleep Research.