W badaniach przeprowadzonych przez dr Elizabeth Behm-Morawitz wzięło udział 249 (czemu nie 250?) osób, które regularnie grają w Second Life. Behm-Morawitz chciała zbadać, jak awatary, które tworzą dla siebie gracze, oddziałują na ich realne życie. Odkryła, że proces identyfikacji z awatarem odgrywa niezwykle istotny aspekt w postrzeganiu siebie w rzeczywistym świecie. Jeśli więc gracz wczuwał się w stworzoną przez siebie postać, miało to pozytywny wpływ na jego ogólną samoocenę i skutkowało większą dbałością o zdrowie.
Awatar łączy ciało wirtualne z ciałem fizycznym i przez owo przenikanie się jestestwa realnego i wirtualnego gracza, ciało wirtualne może mieć wpływ na ciało fizyczne osoby - pisze Behm-Morawitz. Odkryła, że np. ludziom, którzy starają się stracić na wadze, stworzenie szczupłego i umięśnionego awatara może dać lepszą motywację do ćwiczeń przez zwizualizowanie pożądanych efektów. Badania wykazują też, że im większa identyfikacja gracza z awatarem, tym bardziej wygląd wirtualnej osoby jest w stanie wpłynąć na realne ciało. Nie tyczy się to rzecz jasna tylko i wyłącznie Second Life - oddziaływać tak może każda gra, która daje nam możliwość stworzenia oryginalnego i wyjątkowego awatara, z którym będziemy się mogli identyfikować.
W skrócie – jeśli rzeczywiście i szczerze obchodzi kogoś to, jak postrzegać go będą znajomi z serwera, najprawdopodobniej przeniesie ową chęć dobrego prezentowania się do prawdziwego życia. Może więc już czas schować Wii Fit do szafy i dołączyć do wciąż ogromnego grona użytkowników Second Life?