Grałem w GoldenEye 007 na Nintendo 64 i oglądając zwiastun produkcji szykowanej przez brytyjskie Eurocom, czułem pewien niepokój. Oto Bond wykreowany przez Pierce`a Brosnana zostanie zamieniony w Bonda w stylu Daniela Craiga, szykowany jest nowy gameplay i zupełnie nowe lokacje. Ile więc będzie starego, znakomitego GoldenEye w nowym GoldenEye?
„Nazywam się Bond, James… – E, no i co z tego?”
Cieszy, że nad nową wersją (celowo będę unikał wyrażenia „remake”) pracuje sztab ludzi od dawna związanych z serią filmów o agencie 007. Tak więc twarzy i głosu głównemu bohaterowie użyczy wspomniany Daniel Craig. Jako M ujrzymy i usłyszmy Judi Dench. Natomiast za muzykę odpowiedzialny jest doskonały David Arnold. W tym panteonie gwiazd znalazło się także miejsce dla scenarzysty filmu GoldenEye, który ma za zadanie zaadaptować historię z 1994 do nowych warunków i wiecznie zmęczonego, niepokornego Bonda, granego przez Daniela Craiga.
Ta najważniejsza zmiana – „twarzy” spowodowana jest tym, że producent za wszelką cenę chce iść z duchem czasu. Inaczej mówiąc z duchem dzisiejszych filmów z agentem 007 w roli głównej. Nowy Bond w GoldenEye 007 ma być tym zimnym, brutalnym i do bólu pragmatycznym mężczyzną, jakiego pamiętamy z filmów Casino Royale i Quantum of Solace. Taka koncepcja sama przez się wymusza zmiany w gameplayu. Na pewno nie możemy w tej kwestii spodziewać się takiej rewolucji, jaką zaserwował tytuł Rare z 1997 roku. Niemniej Eurocom zaimplementuje w nowym GoldenEye wszystko to, co winno znaleźć się w każdym szanującym się, współczesnym FPS-ie.
James wstanie lewą nogą
Nowy Bond to agresja. Nie zabraknie więc efektownych takedownów. Bohater jednemu strażnikowi skręci kark, a innego ogłuszy mocnym uderzeniem kolbą karabinu. Pasek zdrowia zastąpi autoregeneracja. Nie obejdzie się też bez pewnej destrukcji otoczenia, oczywiście ograniczonej możliwościami konsolki Nintendo. Bond będzie mógł kryć się za osłonami, nie wiadomo jednak, czy będzie to system powstały na wzór tego, co widzieliśmy w grze Quantum of Solace, kiedy kamera w takich sytuacjach zmieniała widok z FPP na TPP. No i nowinka chyba najciekawsza, z pogranicza fantastyki. Powszechnie wiadomo, że Bond ma 146 zmysłów i generalnie jest nadczłowiekiem. James będzie w stanie jednym kopniakiem wyważyć drzwi, wpaść do pomieszczenie i jak Max Payne w zwolnionym tempie likwidować natrętów.
Pojeździmy czołgiem
Pomyśli ktoś, że twórcy kompletnie odcięli się od legendy pierwszego GoldenEye. Otóż nie, bo sama historia nie zmieni się za bardzo. Ma być tylko przemodelowana. Niektóre etapy zostaną wyrzucone, a jeszcze inne dodane. Pojawi się sekwencja z czołgiem jeżdżącym po St. Petersburgu, czego, jeśli pamięć mnie nie myli (wybaczcie, jeżeli jednak myli), nie było w wersji oryginalnej. Co więcej, jeżeli wierzyć deweloperowi, gra ma zawierać duże pokłady tzw. cinematic experience. Wyrażenie to oznacza takie cechy jak: liniowość, mnóstwo kontrolowanych, ale efektownych, bajeranckich etapów, dużo cut-scenek i epicką muzykę. Porównania z Modern Warfare są jak najbardziej na miejscu.
Mimo swej potęgi Bond będzie musiał pamiętać, że jest śmiertelny. Większość misji da się rozegrać na dwa sposoby. Albo na „walczaka”, czyli najpierw strzelamy, a później martwimy się co dalej, albo „cichaczem”. Nie wiadomo, który będzie trudniejszy. Przeciwnik to zwierzę stadne. W razie kontaktu z wrogiem trzeba liczyć się z tym, że może on wezwać pomoc – przed radio bądź aktywując alarm, swoją rolę odegrają też kamery. Aby uniknąć kontaktu z rozjuszonymi masami wrogów, trzeba będzie więc działać w konspiracji, nie szczędząc pocisków z magazynku Walthera z nasadzonym tłumikiem.
Kapeluszem w Bonda
W GoldenEye z 1997 rządził nie tylko kapitalny single player, ale także multiplayer. Ten ostatni został wywindowany na nowy poziom. Pojawi się możliwość zabawy przez Internet maksymalnie dla ośmiu graczy. Postrzelamy z 30 różnych broni. Rozgrywka sieciowa będzie nastawiona na zbieranie doświadczenia, awansowanie na kolejne poziomy i odblokowywanie nowych rodzajów broni, gadżetów i modeli zawodników. Tych ostatnich ma być sporo. Będzie można wybrać spośród takich sław jak Szczęki Scaramanga czy Oddjob, który zamiast granatami ma rzucać kapeluszami. Powaga.
Podobno gra ma oferować 8 godzin zabawy. Sporo więcej niż w pierwotnej wersji GoldenEye. Cóż. A może chłopakom z Eurocom rzeczywiście uda się to arcytrudne zadanie wskrzeszenia legendy? Doświadczenie jako takie już mają. Wcześniej zrobili naprawdę dobre Batman: Begins. Oby więc wszystko zagrało i tym razem.