Gambitious – realna, europejska alternatywa dla utopijnego Kickstartera?

Jak informowaliśmy wczoraj, na zupełnie nowym serwisie crowdsourcingowym (uh) pojawił się projekt 3D Realms, twórców kultowego Duke’a. Przy tej okazji warto przyjrzeć się samej platformie, proponuje ona bowiem coś, co może stać się przyczynkiem do kolejnej sieciowej minirewolucji w finansowaniu gier – udział w zyskach w przypadku sukcesu przedsięwzięcia.

Crowdsourcing, z braku lepszego, polskiego określenia, to w ostatnich miesiącach niezwykle popularne słowo w świecie gier. Od czego się zaczęło? Chyba od rosnącej frustracji graczy, którzy rok w rok karmieni są bliźniaczo do siebie podobnymi klonami największych hitów, nastawionymi na przyniesienie wydawcy maksymalnego zysku przy minimum ryzyka. W końcu musiała ona znaleźć jakieś ujście. Choćby w napędzeniu być może nieco utopijnych projektów pod hasłem „pomóżcie nam finansowo, a dostaniecie produkt, jakiego naprawdę chcecie”.

W tym kontekście bryluje Kickstarter, usługa, która była już świadkiem kilku naprawdę spektakularnych sukcesów. Tim Schafer zebrał w niej 3,3 miliona dolarów na nową przygodówkę point and click w świecie, w którym ten gatunek nie cieszy się zainteresowaniem poważnych inwestorów. Brian Fargo niewiele mniej na powrót klasycznej gry Wasteland, która stanowiła źródło inspiracji dla kultowych Falloutów (zresztą autorstwa tego samego człowieka). Ostatnio duży szum w środowisku wywołała zbiórka na Project Eternity, RPG w klasycznym stylu, nawiązujące do największych hitów gatunku i tworzone przez ludzi, którzy z owymi hitami mieli wiele wspólnego.Wasteland 2 – z tego projektu mamy na razie niewiele więcej niż ten jeden obrazek. Czekamy na dalsze efekty.

Te wymienione, najbardziej głośne z kickstarterowych przedsięwzięć związanych z elektroniczną rozrywką, i wiele innych, które nie zebrały może aż takich sum, ale wciąż pozwolą na realizację rozmaitych growych pomysłów bez inwestycyjnego ryzyka, łączy jedno. Ich twórcy bazują wyłącznie na samej chęci otrzymania przez graczy skończonego produktu. Nie obiecują nic ponad to, że jeżeli do zbiórki się dołożymy, to po ukończeniu prac otrzymamy grę o jakiej marzymy. Czyli w zasadzie robią to, co marketingowcy największych wydawców robią całkowicie za darmo, biorąc przynajmniej koszt ewentualnej porażki całkowicie na siebie.

Gambitious próbuje z kolei zrealizować to, o czym komentatorzy mówili od samego uruchomienia Kickstartera i co stało się jeszcze bardziej palącym problemem w kontekście wielomilionowych zbiórek, zaobserwowanych na nim w ostatnim czasie. Nie tylko pozwoli na wspieranie projektów za obietnicę otrzymania skończonej gry i ewentualnych dodatkowych świadczeń (w rodzaju umieszczenia w napisach końcowych czy podpisanego przez twórców plakatu – w ten sposób do zwiększania datków zachęcają producenci na Kickstarterze), ale pozwoli też na stanie się faktycznym inwestorem w przypadku dołożenia przynajmniej 20 euro (maksymalny udział to 2,5 miliona euro).

Serwis rozdziela normalnych fundatorów od inwestorów – ci ostatni rezygnują ze swojego statusu dobrowolnie wspierających tworzenie gry i towarzyszących temu, wspomnianych wyżej, często symbolicznych profitów. Zamiast tego stają się pełnoprawnymi udziałowcami tego konkretnego projektu, który finansują. Dostają certyfikat członkostwa i prawo głosu w zgromadzeniu inwestorów. W przypadku sfinansowania przedsięwzięcia, jego realizacji i wypuszczenia na rynek, wszystko zależy od stopnia osiągniętego przezeń sukcesu. Twórcy ustalają od jakiego poziomu przychodów inwestorzy otrzymają zwrot swoich pieniędzy, a od jakiego udział w zyskach. Podają również jaki procent dalszych przychodów trafi do inwestorów.Przykładowy dokument, określające przewidywane zyski dla inwestorów, pochodzący z obecnie najpopularniejszego projektu na Gambitious – gry Tink.

Co również warte podkreślenia, Gambitious jest serwisem europejskim, operującym w euro, udostępniającym swoją pełną funkcjonalność mieszkańcom naszego kontynentu. To miła odmiana po dotychczasowych przedsięwzięciach tego typu, skoncentrowanych na Stanach Zjednoczonych.

Czyżby rewolucja miała jednak przyjść z Europy? Wierzycie, że to właśnie Gambitious, a nie Kickstarter, zmieni sposób finansowania gier wideo?

Źródło artykułu:
Wybrane dla Ciebie
Rebel Wolves potwierdza. Dawnwalker to ich debiutancka gra
Rebel Wolves potwierdza. Dawnwalker to ich debiutancka gra
Assassin's Creed Red to potężna inwestycja Ubisoftu. Jest przeciek
Assassin's Creed Red to potężna inwestycja Ubisoftu. Jest przeciek
DualSense V2 wycieka. Czyżby mocniejsza bateria?
DualSense V2 wycieka. Czyżby mocniejsza bateria?
Horizon Forbidden West na PC coraz bliżej. Nvidia wkracza do akcji
Horizon Forbidden West na PC coraz bliżej. Nvidia wkracza do akcji
Imponująca sprzedaż Cyberpunk 2077: Phantom Liberty. Liczby mówią wszystko
Imponująca sprzedaż Cyberpunk 2077: Phantom Liberty. Liczby mówią wszystko
Xbox Game Pass z mocnymi grami w styczniu. Potężne otwarcie roku
Xbox Game Pass z mocnymi grami w styczniu. Potężne otwarcie roku
Star Wars Outlaws: wycieka termin premiery. Ubisoft dementuje
Star Wars Outlaws: wycieka termin premiery. Ubisoft dementuje
PS5 rozbija bank. Imponujące wyniki sprzedaży
PS5 rozbija bank. Imponujące wyniki sprzedaży
The Day Before za niespełna tysiąc złotych. Nie, to nie żart
The Day Before za niespełna tysiąc złotych. Nie, to nie żart
Hakerzy ujawnili plany Insomniac Games. Sześć gier na liście
Hakerzy ujawnili plany Insomniac Games. Sześć gier na liście
PS5 Pro z własnym DLSS. Nieoficjalne doniesienia o planach Sony
PS5 Pro z własnym DLSS. Nieoficjalne doniesienia o planach Sony
Nie będzie The Last of Us Multiplayer. To już pewne
Nie będzie The Last of Us Multiplayer. To już pewne
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ 👀