Kto kocha arkusze kalkulacyjne?
Formuła gry jest niezmienna od dłuższego czasu. Wcielamy się w menadżera jednego z setek klubów z dziesiątków dostępnych w grze lig. W momencie wciśnięcia przycisku „Rozpocznij grę” zostajemy przeniesieni do świata miliona tabelek i masy informacji. To, jak rozbudowana jest ta gra, to zarazem jej siła i przekleństwo. Trudno obecnie przekonać graczy, że warto poświęcić kilka godzin nie na rozgrywkę, ale na naukę mechaniki. Z drugiej strony wierni od lat użytkownicy spaliliby siedzibę SI Games, gdyby gra straciła swój charakter.
Twórcy postanowili wybrnąć obronną ręką z tej sytuacji i starają się ubrać stary pomysł w nowe szaty. Opisywanie, ułatwianie, kategoryzowanie i automatyzacja elementów zaczęła się już w zeszłorocznej edycji, a teraz osiąga swoje apogeum. Programiści robią wszystko, aby cały skomplikowany świat gry był poukładany tak, żeby i wyjadacze, i nowicjusze czuli się zadowoleni. I nie ogranicza się to tylko i wyłącznie do samouczka, który w tym roku jeszcze przejrzyściej tłumaczy zawiłe elementy zabawy.
Zmiany kosmetyczne
W Football Managerze zmorą dla wielu była konieczność własnoręcznego zarządzania bardzo wielką ilością małych fragmentów rozgrywki. Kilka nowości, które twórcy proponują w tym roku, nie jest innowacjami sensu stricte, a jedynie kosmetycznymi poprawkami, które usprawniają grę. Podobny zabieg miał miejsce rok temu, gdy twórcy wprowadzili między innymi kreator taktyki, przeprowadzający wszystkich za rączkę przez żmudny proces wymyślania własnego ustawienia.
W tegorocznej edycji otrzymujemy dodatkowo opcję kreatora stałych fragmentów gry, który pomoże poustawiać drużynę podczas rzutów rożnych, wolnych czy też autów. Sam system nie zmienił się ani na jotę i są to dalej te same możliwości ustawień co w edycji 2010, tyle że w bardziej przystępnej formie. Chciałoby się zobaczyć coś w stylu chociażby FIF-y, gdzie mamy pełną kontrolę nad rozlokowaniem naszych graczy na boisku i tym, jak się w takich sytuacjach zachowują, ale rozumiem, że w takim przypadku silnik meczowy mógłby sobie nie poradzić z inwencją twórczą użytkowników i zaczęłyby pojawiać się błędy. No cóż, coś za coś.