Kiedy usłyszałem, że Paradox Interactive tworzy turową grę strategiczną w realiach fantasy, przed oczami stanął mi twór w stylu Fantasy Universalis. Jednak dokładniejsze zapoznanie się z tym tytułem uświadomiło mi, jak bardzo się myliłem. Warlock: Master of the Arcane jest bowiem bardziej Cywilizacją w klimatach magii i miecza niż rodzajem strategii, do jakich przyzwyczaiło nas szwedzkie studio. Za produkcję zresztą wcale nie odpowiada Paradox Interactive, a rosyjskie Ino-Co Plus, znane między innymi z Fantasy Wars czy Majesty 2.
Jeden, by wszystkimi rządzić
Teoretycznie właśnie do tej drugiej gry nawiązuje historia przedstawiona w nowym tytule Ino-Co. Teoretycznie, bo obie pozycje łączy w sumie to samo uniwersum oraz fabuła Warlocka zahaczająca o wydarzenia z końcówki Majesty 2. Generalnie rzecz dzieje się w okresie, kiedy skłóceni magowie z pomocą skłóconych bogów postanawiają na drodze wojny wybrać prawowitego władcę, tytułowego czarnoksiężnika. Proste? Proste, ale daje możliwość dzielenia i rządzenia w Ardanii.
Aktualnie gra oferuje tylko zabawę na losowo generowanej planszy. Podczas jej tworzenia mamy wpływ na takie parametry jak wielkość kontynentu, jego kształt, liczba równoległych światów oraz konkurencyjnych magów. Dodatkowo można ustalić jeden z pięciu poziomów trudności oraz spersonifikować bohatera, wybierając dla niego odpowiednie umiejętności, czary startowe i dowodzoną przez niego rasę. Mam szczerą nadzieję, że ostateczna wersja gry zostanie uzupełniona o więcej opcji rozgrywki, bo póki co jest ciut ubogo.
Trochę Cywilizacji...
Po wczytaniu planszy przeżyłem szok, bo do końca nie wiedziałem, czy uruchomiłem Warlocka czy Civilization V. Tak, Warlock: Master of the Arcane jest pod względem interfejsu, sposobu przedstawienia świata, a nawet grafiki bardzo zbliżone do ostatniej części Cywilizacji. Podobnie jak w serii Sida Meiera mamy do czynienia z turową strategią, w której wszystko sprowadza się do dobrego zarządzania królestwem, tak by dominować nad konkurencją. W skali mikro jest to dbanie o oddziały, zakładanie nowych oraz rozbudowa istniejących miast. W skali globalnej to zarządzanie finansami państwa, wynalazczość, relacje z sąsiadami, rozbudowa armii czy wreszcie odkrywanie kolejnych światów. Zresztą, co ja będę tłumaczył – wszak każdy z nas zetknął się kiedyś z którąkolwiek częścią Cywilizacji. Jednak gracze wcześniej niemający styczności z tego typu produkcjami też nie będą mieli problemów – Warlock ma bowiem wbudowany bardzo szczegółowy samouczek.
... szczypta rozwiązań z Master of Magic...
Gra po części miała korzystać z dorobku wielkiej produkcji MicroProse – Master of Magic. I tak rzeczywiście jest. Po pierwsze okno wynalazczości zostało zamienione w okno czarów, a zamiast nowalijek technicznych odkrywamy nowe zaklęcia z różnych szkół magii. Są wśród nich te przywołujące jednostki, poprawiające statystyki żołnierzy, raniące przeciwników czy zwiększające rozwój miast. Oprócz wynajdowania czarów bohater gromadzi manę, która jest niezbędna zarówno do kontrolowania oddziałów, jak i korzystania z magii. Drugim składnikiem łączącym obie te gry jest ilość i rodzaj kontrolowanych jednostek. Pomimo trzech dostępnych od początku ras szybko okazuje się, że gra ma dużo więcej do zaoferowania niż kilka klasycznych jednostek. Armie na polu bitwy otrzymują doświadczenie, za które możemy wykupywać zwiększające ich cechy umiejętności, takie jak poprawa obrony, mocniejsze obrażenia na danym terenie, szybsza regeneracja czy lepsza mobilność. Oprócz tego stworzone w miastach budynki również mogą zmieniać cechy oddziałów. Dla przykładu kuźnia daje możliwość zakupu nowych zbroi – dla każdego oddziału osobno, natomiast kowal magii pozwala wyposażyć je w magiczną broń. Plus dla autorów za różnorodność w armii.
Szczerze łudziłem się, że pójdzie za tym wysublimowany sposób prowadzenia potyczek w stylu Master of Magic. Niestety, pod tym względem gra bazuje całkowicie na nowej Cywilizacji. Na jednym heksie może stać tylko jedna jednostka, naraz walczyć ze sobą tylko dwa oddziały, a te rażące na odległość wykorzystywać swoje umiejętności w obrębie do dwóch pól od siebie. Rozwiązanie to jako takie w zasadzie jest trafione, bo stwarza szansę odpowiedniego doboru strategii w trakcie na przykład podboju wrogiej stolicy. Z drugiej strony do końca wierzyłem, że wyobraźnia autorów wzniesie się o poziom wyżej i tytuł zezwoli graczom na prowadzenie bardziej taktycznych potyczek niż koncentrowanie się na matematycznych wyliczeniach wyniku walki.
... i już jest potencjalny hit
Rozbudowa miast po części przypomina rozwiązania znane z Cywilizacji, jednak studio Ino-Co Plus postanowiło stosunkowo ją uprościć, koncentrując się na aspektach prowadzenia wojny. Kółeczko symbolizujące metropolię w każdej turze „zapełnia” się o jedną część. Gdy zapełni się całe, populacja w mieście zwiększy się o jeden punkt, a my otrzymamy możliwość zbudowania nowej konstrukcji. Te w największym skrócie dzielą się na zwiększające produkcję, złoto, wynalazczość, żywność (drugi ze składników odpowiedzialnych za utrzymanie armii) oraz obronność miasta. Oprócz tego możemy w pewnym stopniu zarządzać budynkami, niszcząc bądź „wyłączając” te w danej chwili nieprzydatne. Do tego dochodzi jeszcze zróżnicowanie budowli ze względu na rodzaj miasta czy budynki specjalne, które możemy tworzyć na odpowiednich surowcach. Dorzućmy jeszcze dyplomację z innymi graczami czy wykonywanie dodatkowych zadań, a zrobi się naprawdę ciekawie.
I wyznam szczerze – po pierwszych godzinach spędzonych z Master of the Arcane nie jestem zawiedziony tą produkcją. Owszem, brakuje obszerniejszej fabuły, brakuje również trybu wieloosobowego, jednak nawet sama rywalizacja z komputerem sprawiła mi naprawdę sporą frajdę. Na tyle, że po dziesięciu godzinach z rzędu trudno mi było się od gry oderwać. Cóż, to chyba największa rekomendacja dla tytułu z serii Civilization. Jest naprawdę dobrze, jednak jaki jest prawdziwy potencjał Warlocka, przekonamy się w momencie premiery. A dokładnie w kilkadziesiąt godzin od uruchomienia tego dzieła.