Enslaved – pierwsze wrażenia

Enslaved – pierwsze wrażenia
22.09.2010 16:07
Paweł Borawski
Paweł Borawski

Enslaved – pierwsze wrażenia

Obecnie o większości gier wiemy już bardzo dużo na długo przed ich premierą. I to nie przez złośliwe spojlery od osób, które jakimś cudem dotarły do nielegalnej kopii. Mowa o informacjach przekazywanych przez branżową prasę, o udostępnianych przez deweloperów zwiastunach i grafikach.

Tym większą niespodzianką okazało się dla mnie Enslaved, które powstawało raczej bez większego rozgłosu. Wielu ludziom o tej produkcji Ninja Theory zdarzyło się zwyczajnie zapomnieć i pewnie też należałbym do grona „obudzonych po premierze”, gdyby nie okazja udania się na testy do polskiego wydawcy, firmy Cenega. Umożliwiono mi tam obcowanie z całkiem stabilnym buildem. Choć miałem szansę zapoznać się z większą częścią gry, napisać mogę wyłącznie o jej pięciu rozdziałach. Czym zatem jest Odyssey to the West?

Przede wszystkim pozytywnym zaskoczeniem. To tytuł z kategorii „nie mam pojęcia, czego się spodziewać”, tym przyjemniej więc odkrywało się jego kolejne etapy. Enslaved przedstawia przyszłość i Ziemię odmienioną przez globalny konflikt – rasa ludzka niemal zupełnie wyginęła, a zarastającą roślinnością planetę przemierzają wciąż aktywne roboty. Zgodnie z podtytułem znajdziemy tu luźne nawiązania do Wędrówki na Zachód, jednej z klasycznych pozycji w chińskiej literaturze, na której bazował także Dragon Ball.

Testowy Xbox, który odmówił posłuszeństwa akurat w chwili, gdy miałem zabrać się za sprawdzanie gry, przysłużył się w inny sposób – wymusił przerzucenie się na PlayStation 3, gdzie nie było dostępu do wybranych rozdziałów, co oznaczało zabawę od samego początku. To właśnie odkrywanie zaplanowanej historii jest jedną z mocnych stron Enslaved. Oto niekoniecznie przodujący w konkursach piękności mężczyzna budzi się w komorze przypominającej kapsuły zrzutowe z Halo 3: ODST. Wszystko byłoby okej, gdyby nie były to niewielkie cele/zbiorniki, które kolejno wybuchają, zapowiadając marny los bohatera. Do tego mamy jeszcze tajemniczą uciekającą dziewczynę, która raczej nie kwapi się z pomocą.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)