Bardzo istotną częścią owego obrazka byłaby postać dziewczyny. Chociaż nikt z nas nie grał jeszcze (prócz redaktora Gąski, który to nie rozumie do końca istoty mechaniki grozy w grach) w nową odsłonę serii BioShock, każdy bez problemu nazwać może ową drobną, żeńską postać – Elizabeth. Wiemy, że jej postać jest bardzo istotna dla gry, więc dziwi tym bardziej wyznanie Kena Levine, który zdradził niedawno, iż jej postać miała być z BioShock Infinite usunięta.
Rozmawiając z serwisem Polygon, Ken Levine oznajmił:
Wiecie jak wiele razy ludzie [z Irrational Games] chcieli po prostu wyrzucić ją z gry? Bardzo, bardzo wiele razy. Bo z początku nie wiedzieliśmy, co dokładnie chcemy z nią zrobić.
Levine wytłumaczył, że kłopoty z postacią Elizabeth wzięły się z chęci połączenia jej dziecięcej ciekawości na temat zewnętrznego świata, z podziwem i przerażeniem, które miała czuć na widok aktów przemocy z rąk DeWitta, starającego się ją chronić. Nie mogła również wchodzić w drogę graczowi. Warunki te stanowiły ciężki orzech do zgryzienia dla ekipy pracującej nad grą. Z tego powodu często wydawało się, iż usunięcie jej będzie dużo prostszym rozwiązaniem.
Przychodziłem zobaczyć postępy i pytałem „Gdzie jest Elizabeth?” i mówiono mi zwykle „Aaa, jest w szafce”. Bardzo podobną sytuacje przeżywałem, kiedy naciskałem by Big Daddy występował na każdym poziomie BioShocka - i to trzech z nich. Nikt nie wiedział jak oni działali i co należy z nimi zrobić.
Wyobraźcie sobie BioShocka bez Big Daddy’ich. To trudne prawda? Każdy może sobie więc wyobrazić, jak istotną postacią jest w tej chwili Elizabeth dla BioShock Infinite.