Rozgrywki sieciowe w serii Gears of War przyciągnęły miliony graczy przede wszystkim doskonałym zrównoważeniem gry i różnymi, dobrze rozplanowanymi trybami. Na tym polu wyróżniła się przede wszystkim część druga, której niewiele już zabrakło do perfekcji. Tymczasem Epic Games właśnie udowadnia, że potrafi nadać swemu cyklowi ostateczny szlif i uczynić multiplayer jeszcze ciekawszym.
Horda
Nie ukrywam, że to właśnie tryb Horda urzekł mnie najbardziej w Gears of War 2. Wszyscy doskonale wiemy, jak duży wpływ miał on na inne gry akcji, w tym Halo 3: ODST i Halo: Reach, serię Call of Duty i kultowe obecnie produkcje z zombie czy inne gry. W części trzeciej otrzymujemy te same mechanizmy poszerzone o kilka ciekawych rozwiązań.
Dla osób nowych w temacie: Horda jest odmianą trybu kooperacji, w którym maksymalnie pięciu graczy zostaje rzuconych przeciwko falom Szarańczy. Na najwytrwalszych czeka aż pięćdziesiąt rund, z których w co dziesiątej następuje atak bossa. O ile powstrzymanie szeregowych maszkar nie bywa problemem, tak starcie z trzema Berserkerami czy nawet Brumakiem może już stanowić nie lada kłopot. Dodatkowo każda kolejna dziesiątka fal utrudnia zmagania za sprawą modyfikatora dającego Szarańczy np. podwójne zdrowie lub lepszą celność.
Największa atrakcja zabawy wywodzi się wprost z gier tower defense – na każdej z map autorzy umożliwiają stawianie rozmaitych konstrukcji, służących szeroko rozumianemu powstrzymywaniu zastępów przeciwnika. Zaczynamy od prostych barykad, ale na stworzenie czekają też np. działka stacjonarne czy Silverbacki, czyli gearsowy odpowiednik mechów/egzoszkieletów. Im więcej ich budujemy, tym wyższy mamy poziom konstruowania danego typu akcesoriów – przypisywany jest on do karty gracza, co umożliwia sprawniejsze opracowywanie elementów przy następnych rozgrywkach.