Czuję się w obowiązku wspomnieć o Dungeon Keeper, grze legendzie, która kilkanaście lat temu podbiła serca graczy nietuzinkową rozgrywką i mrocznym klimatem. Zapowiadany tytuł ma być bowiem bardzo podobny. I dobrze. Bo trzeciego Dungeon Keeper, jak nie było, tak nie ma. Nawet na horyzoncie.
(Anty)bohater
Dość już mamy szlachetnych rycerzyków ratujących piękne księżniczki. Dość zarzynania przez nich ziejących ogniem smoków i rozczłonkowywania innych, Bogu ducha winnych, bestii. W Dungeons wcielimy się w postać lorda podziemi. Wyhodujemy w plugawych norach potężną armię, stworzymy masę pułapek w ciemnych tunelach, a wszystkich szlachetnych rycerzyków, którzy zechcą uratować piękne księżniczki, zamęczymy w salach tortur. O tak, to będzie fajna gra.
Nasz główny bohater, wspomniany lord podziemi czy – jak kto woli – ciemności, będzie kozakiem o niesłychanej wręcz sławie. Kimś w rodzaju prawej ręki samego diabła. Karierę tego nadzwyczajnego badassa przerwie nie kto inny tylko piękna kobieta, istna famme fatale. Wystarczy powiedzieć, że z powodu tej niewiasty nasz lord straci swą władzę i spadnie na samo dno demonicznej hierarchii, strącony tam przez swego pana. Aby odzyskać należne mu miejsce, będzie musiał unicestwić olbrzymią liczbę ludzkich istnień, dosłownie wysysając z nich energię. Oznacza to przeszło dwadzieścia misji do wykonania.