Zaczęło się w 1999 roku od pierwszej części Drivera. Gra brytyjskiego Reflections Interactive oferowała efektowne pościgi, gangsterski klimat i wciągający gameplay. Kto pamięta tę ostatnią, arcytrudną misję, w której kierowaliśmy opancerzoną prezydencką limuzyną? Klimat, moc i potęga. Tymczasem seria stopniowo ulegała pauperyzacji. Kolejne Drivery stawały się marnymi podróbkami GTA, niedopracowanymi i zwyczajnie słabymi. Najnowsza część ma być inna, lepsza, a jeśli wierzyć słowom producenta – nawet najlepsza.
Śniło mi się, że…
Po krótkiej przerwie głównym bohaterem ponownie będzie mistrz kierownicy, detektyw Tanner. Historia zacznie się od wysokiego C. W czasie pościgu Tannera za jego odwiecznym wrogiem Jericho będzie miał miejsce wypadek. Nasz detektyw zderzy się czołowo z potężnym tirem, po czym wyląduje w szpitalu, zapadając w śpiączkę. I teraz taki motyw: wszystkie wydarzenia przedstawione w San Francisco mają dziać się w wyobraźni policjanta. Powaga.
Koniec z samowolką
Rozgrywka, czyli majaki senne Tannera, mają umożliwić ten oczekiwany powrót do korzeni serii. Bohater wreszcie zostanie zamknięty w samochodzie. Nie na zawsze, ale zdecydowanie na dłużej. Nie będzie już mógł bezkarnie biegać po ulicy, strasząc przechodniów kanciastą sylwetką. Koniec z marnymi, z góry skazanymi na porażkę, próbami kopiowania GTA. Nie będziemy strzelać, kraść samochodów ani wykonywać idiotycznych misji. Natomiast zupełnie jak dawniej, z dziką radością mamy rozbijać auta o policyjne blokady, uciekać autostradami i gonić przestępców. I robić wiele innych rzeczy. Bo Driver: San Francisco zaskakuje nie tylko fabułą.
Wbrew pozorom rozgrywka będzie miała charakter otwarty. Główny wątek ma skupić się na wyimaginowanym poszukiwaniu Jericho przez Tannera, zaś drugi na wykonywaniu zadań pobocznych. To te ostatnie sprawią, że zabawa nie będzie monotonna. W dowolnym momencie gry da się ją zatrzymać i zmienić pojazd, w którym aktualnie się znajdujemy. Jeżeli jesteśmy w trakcie wykonywania jakiegoś zadania, ów patent może nam ułatwić ucieczkę lub pościg za celem, a w każdym innym przypadku, w ten właśnie sposób wybierzemy zadanie dodatkowe. Przejmując pojazd, przejmiemy także osobowość jego właściciela. Jeżeli więc „wsiądziemy” do auta złodziejaszka, będziemy musieli wykonać jakąś nielegalną misję. Podobnie stanie się, gdy wpakujemy się do radiowozu.
Astonem Martinem w słup
W momencie zatrzymania rozgrywki ujrzymy San Francisco z lotu ptaka. Ubisoft Reflections chwali się, że w grze znajdziemy ponad 200 kilometrów dróg. Miasto ma być odwzorowane ze sporą precyzją. Rozpoznamy znane z rzeczywistości dzielnice, a także charakterystyczne konstrukcje, takie jak most Golden Gate czy olbrzymi, stożkowaty wieżowiec Transamerica Pyramid. Po raz pierwszy w historii serii pojawią się licencjonowane auta, w liczbie ponad 100. Zasiądziemy za kierownicą takich legend jak Dodge Challenger czy DeLorean DMC-12, znany z filmu Powrót do przyszłości. Inne potwierdzone marki to między innymi Aston Martin (yeah!), Audi i Ford. Wszystkie te wozy będziemy mogli rozwalić.
Istotny dodatek to multiplayer, który zaoferuje aż dziewięć trybów zabawy. Gra pojawi się w przyszłym roku na wszystkie liczące się na rynku maszyny do grania.