Już dziś polska premiera nowego RPG Capcomu, a że Dragon’s Dogma od miesięcy intrygowało konsolową brać żądną przygód w świecie fantasy, to nie mogę zatrzymać pierwszych wrażeń tylko dla siebie. Na Zachodzie gra zebrała już sporo odmiennych ocen (od 48% do 92%) i wcale się temu nie dziwię – Dragon’s Dogma jawi się bowiem jak bajoro z brzegami porośniętymi gęstymi chaszczami. Przedrzeć się przez nie nie jest łatwo, pływanie w nim to żadna przyjemność, ale warto, bo na dnie można znaleźć prawdziwe skarby. Innymi słowy ten do bólu standardowy przedstawiciel gatunku z licznymi bugami przy bliższym poznaniu odsłania prawdziwą głębię i ogromne bogactwo wykreowanego uniwersum.
Dragon’s Dogma jest bardzo europejskie. Przedstawiony świat został żywcem wyjęty z czasów średniowiecza – pełno tu zamczysk, obozów za drewnianą palisadą, wiosek oraz wielkich miast. Plus obowiązkowe trakty łączące ważniejsze miejscowości (lepiej nie schodzić z gościńca, chyba że w poszukiwaniu guza) i lochy. Wersja na PlayStation 3 oferuje trofeum za odwiedzenie 150 lokacji, więc podróżnicy powinni być usatysfakcjonowani. Niestety, malarza pejzaży należałoby od wątpliwych uroków Dragon’s Dogmy trzymać z daleka. Oprawa graficzna jest zaledwie poprawna, co może być zrozumiałe, zważywszy na ogromne przestrzenie i liczne modele obecne w grze. Trzeba się więc liczyć z tym, że ani krajobrazy, ani napotykane postacie urodą nie grzeszą. Do tego animacji zdarza się chrupać, ludki potrafią pojawiać się znikąd (i nie mówię o zasadzce goblinów, tylko o przechodniach na ulicy) – przydałoby się jeszcze sporo szlifów i polerowania. Zaznaczam jednak, że grafika nie zniechęciła mnie do dalszego poznawania tego świata.
new WP.player({ width:610, height:343, autostart:false, url: 'http://get-2.wpapi.wp.pl/a,61764431,f,thumb/4/1/2/4126f5169ede01fbc687dfcad62a25a9/fecf4bbe7a15e3253140f65c03820e85/Dragons_Dogma_Story_Trailer_NAPISY_PL_SaveYouTube_com_.mov', });Zwiastun fabularny. Wersję wideo w wyższej rozdzielczości znajdziecie pod W trakcie kilkugodzinnej rozgrywki nie natknąłem się na żadnego „przyjaznego” NPC, który nie byłby człowiekiem. Wszystkie odwiedzone przeze mnie miasta, wioski i obozowiska okazały się zamieszkiwane przez ludzi. Co innego w przypadku przeciwników, bo w tej materii mamy do czynienia z klasycznymi stworami rodem z krain fantasy i mitologii. Są gobliny, wilki, harpie, chimera, rogaty cyklop, hydra, nie mówiąc o tytułowym smoku, który jest motorem napędowym całej fabuły.
Walka to typowe zmagania zręcznościowe z możliwością pauzowania i wyboru potrzebnych napitków czy leczniczych ziółek. Do każdego przycisku można z czasem przypisać kolejne umiejętności, a korzystanie ze specjali (ofensywnych i defensywnych) odbywa się po przytrzymaniu L1/R1 plus klawisz geometryczny. Na początku wybieramy spośród trzech standardowych klas postaci (całość poprzedzona ręcznym tworzeniem bohatera/bohaterki): Mage, Strider i Warrior, czyli czarowanie, strzelanie z łuku i machanie mieczem, ale już w pierwszym dużym mieście możemy dokonać modyfikacji naszego herosa. Bardzo fajne rozwiązanie, dzięki któremu cała zabawa ulega zmianie lub stajemy się o klasę potężniejszym czarodziejem/wojownikiem/łucznikiem. Znudziło mi się bieganie z magiczną lagą, więc za oszczędności przekwalifikowałem się na „magic knighta”, który może walczyć mieczem i tarczą, a w razie potrzeby sięgnąć po strzelający kulami ognia kostur.
Na koniec kilka słów o najważniejszym elemencie Dragon’s Dogmy, czyli o systemie Pionków (Pawns). Nasza postać potrafi bowiem za sprawą specjalnych kamieni poumieszczanych w całym świecie gry przyzywać tajemniczych wojowników z innego wymiaru. Abstrahując od fabularnych konotacji, system sprawdza się świetnie. Na początku przyłącza się do nas jeden Pionek, który wspiera nas swoim orężem i mądrą radą. Z czasem dostajemy możliwość stworzenia własnego pomagiera oraz samodzielnego doboru kolejnych Pionków, które zostały powołane do życia przez innych graczy. Każda taka postać ma swój bagaż doświadczeń, zapamiętane questy etc., dzięki czemu „pożyczony” Pionek może nam podpowiadać w trakcie podróży, zdradzając np. słabe strony potworów, które pokonał, służąc pod innym panem. System jest bardzo rozbudowany i stanowi ważny element całej przygody z Dragon’s Dogmą. Pionki zdobywają punkty doświadczenia i ekwipunek nie tylko w trakcie naszej gry, ale również w momencie, gdy inny uczestnik zabawy przyzwie je do swojego świata. Prawdziwe mistrzostwo i temat na szersze omówienie w recenzji.
Dragon’s Dogma potrafi pochłonąć na amen. Mimo że grafika nie zachwyca, animacja haczy, pop-up drażni, to jednak głębia świata oraz możliwości rozwoju postaci i Pionków wręcz przytłaczają. Fabuła dopiero się rozkręca, a liczne zadania poboczne nie są specjalnie odkrywcze, tym niemniej już nie mogę doczekać się kolejnej wizyty w świecie gry. Po prostu ma ona w sobie to coś. Daję jej duży kredyt zaufania i już wiem, co będę robił w ten weekend.