Całą sugestię pozwu przeciwko Bioware i Electronic Arts można by potraktować w kategorii żartu, gdyby nie reakcja amerykańskiego Biura Lepszego Biznesu (Better Business Bureau), zajmującego się promowaniem dobrych postaw rynkowych. Jego przedstawiciele stwierdzili, że technicznie rzecz biorąc Bioware dopuściło się fałszywej reklamy.
Co na to prawnicy? Mark Methenitis, redaktor naczelny serwisu Law of the Game, stwierdza, że zakończenie faktycznie nie zależało od wyborów gracza tak bardzo, jak obiecywano w wywiadach, ale tego typu wypowiedzi nie są generalnie uważane za formę reklamy. Zauważa również, że to pierwszy znany przypadek, kiedy rozczarowanie zakończeniem dzieła doprowadziło do takiej reakcji. Jak wiele innych gier i filmów miało kiepskie zakończenia, które nie powodowały takiej reakcji? Mogę wymienić dziesiątki! Według niego cała sprawa to burza w szklance wody.
(Kliknij na obrazek, aby go powiększyć)Analityk rynkowy Michael Pachter nie zgadza się nawet z tym, że twórcy minęli się z prawdą w wywiadach. Według niego firma owszem, obiecała różne zakończenie, ale nigdy nie mówiła, że będzie ich nieograniczona ilość. Być może ktoś z Bioware powiedział gdzieś, że „każdy” wybór gracza wpłynie na finał, ale ciężko byłoby udowodnić, że stanowiło to jedyną podstawę zakupu gry.
Shawn Foust, wiceprezes ds. rozwoju biznesu i ogólnego doradztwa w firmie PlayMash, również nie akceptuje podstaw do procesu. Ludzie są zdenerwowani, rozumiem to. Ale bądźmy szczerze: każdy z Mass Effectów zapewniał interesujące rozgałęzienia akcji w zależności od decyzji podejmowanych przez gracza. Proces wydaje się olbrzymią stratą czasu i środków. Uwierzcie mi. Jestem prawnikiem.
Specjaliści podkreślają również, że jeżeli faktycznie gracze poczuli się oszukani i są niezadowoleni gry, to kwestię te powinni rozstrzygnąć na poziomie obsługi klienta. Zgadzam się, że „jedynie” trzy zakończenia nie zaoferowały tego, czego oczekiwała część graczy (nieskończoną ilość permutacji bazujących na wcześniejszych decyzjach) i zgadzam się, że to rozczarowujące, że na końcu było tak mało wyboru, ale „szkoda” to w tym wypadku co najwyżej zwrot kosztu gry, nie masowa rządowa akcja przeciwko EA/Bioware - konkluduje Pachter.