Polski wydawca dostarczył nam przedpremierową wersję mniej więcej połowy gry DmC: Devil May Cry, na podstawie której wnioskuję, że warto czekać do 15 stycznia. Nowy, a raczej żyjący w alternatywnym świecie Dante przekonał mnie do siebie i odliczam dni do poznania zakończenia jego historii. Rzadko zdarza mi się rozpoczynać od superlatyw, ale już śpieszę z wyjaśnieniami, co też takiego urzekło mnie w nowej grze Ninja Theory.
Ano właśnie – Ninja Theory, czyli studio odpowiedzialne przede wszystkim za Heavenly Sword i Enslaved: Odyssey to the West, jest ważnym czynnikiem mojego uznania dla DmC. Pracownicy brytyjskiego studia dwukrotnie dali się poznać jako specjaliści od kreowania niesamowitych światów i wyrazistych postaci. Wszystko wskazuje na to, że DmC dołączy do tej dwójki. Widać bowiem wyraźnie, że pracownicy Ninja Theory chcieli wykorzystać to, co im najlepiej wyszło w dwóch poprzednich tytułach. Mamy więc świetnie pomyślany system walki, zapadających w pamięć bossów (w przeciwieństwie do Enslaved), wyraziste dialogi i niesamowite poziomy. Co istotne, mimo że DmC jest przede wszystkim liniowym slasherem, to nie mogę oprzeć się pokusie, by jak najwięcej miejsca poświęcić na opisanie relacji między bohaterami i ogólny zarys świata przedstawionego. Ograniczenia wersji przedpremierowej robią jednak swoje, poza tym nie chcę co chwilę ostrzegać przed spoilerami, dlatego wynotuję tylko to, co niezbędne.
new WP.player({ width:610, height:343, autostart:false, url: 'http://get-2.wpapi.wp.pl/a,61764431,f,thumb/9/7/4/9741d8da37e65a1fc94315976f78e232/fecf4bbe7a15e3253140f65c03820e85/dmc_ql_gotowe.mov', });Kontra przed premierą – gramy w wersję preview DmC I komentujemy. Wersję wideo w wyższej rozdzielczości znajdziecie pod Poznajmy więc Dantego, młodego zawadiakę i imprezowicza niestroniącego od aktywności fizycznych z udziałem nowopoznanych pań. Chłopak ma cięty język i luźne podejście do życia (carpe diem z dużą ilością alkoholu), ale charakteryzuje go coś jeszcze. Dante uzbrojony w nieodzowny duet Ebony i Ivory (pistolety) oraz miecz Rebellion potrafi bowiem walczyć z demonami, które najwyraźniej zadomowiły się na dobre na naszym łez padole. Codzienna monotonia bohatera zmienia się na początku gry o 180 stopni. Na jego drodze stają bowiem przedstawiciele grupy terrorystycznej (określenie powielane w mediach) The Order, którzy otwierają mu oczy na pewne sprawy. Przedstawiają mu teorię spiskową popartą przekonującymi dowodami, i Dante zaczyna wierzyć w to, że światem rządzą demony ukryte pod postacią prominentnych przedsiębiorców, polityków etc.
Głównym celem będzie więc dotarcie do Mundusa, władcy demonów i szychy w naszym świecie, który początkowo nie zdaje sobie sprawy z istnienia potencjalnie zagrażającego mu chłopaka. Szybko wychodzi na jaw, że Dante żywi do łysego potwora osobistą urazę na tle rodzinnym. Mało tego, wątek przeszłości zabójcy demonów jest jednym z istotniejszych elementów całej historii, i choć początkowa amnezja Dantego wydaje się być wyświechtanym motywem, to można wybaczyć Ninja Theory taki zabieg. Pierwsza połowa DmC prezentuje wartką akcję i aż chce się poznać dalszy ciąg historii. Co w przypadku slasherów nie jest zbyt często spotykane.
Historia historią, ale co z clou programu, czyli wspominaną już widowiskową walką? Krótko mówiąc - jest bardzo dobrze. System walki opiera się na dwóch ciosach mieczem (lekki i słaby), strzałach z pistoletów (dobre do utrzymania przeciwników w powietrzu) i skoku. Do tego dochodzi unik i blok. Mało? Tylko do czasu. Szybko bowiem wchodzimy w posiadanie alternatywnych broni, które wykorzystujemy przytrzymując lewy lub prawy spust. W połowie gry miałem już do dyspozycji miecz, pistolety, kosę, topór, płonące piąchy i łańcuch z hakiem – odpowiednik pistoletów, wykorzystywany w walce i przy pokonywaniu przeszkód. Dobór odpowiedniego ataku/broni jest kluczowy w przypadku wielu przeciwników, więc nie sposób wygrać każdą walkę dwoma wyuczonymi kombosami.
Przełączanie się z jednego oręża na drugi jest błyskawiczne (wystarczy przytrzymać spust/przełączyć strzałkę), dzięki czemu wprawni gracze mogą godzinami składać najwymyślniejsze kombinacje ciosów. Jak zwykle nie zabrakło kupowania nowych kombosów i umiejętności, które są podstawą dla naszej fantazji. Co ciekawe, ekrany ładowania gry (niestety dosyć długie, ale może to być wina wersji przedpremierowej) są swoistymi prezentacjami niektórych możliwości Dantego w walce, więc warto je zapamiętać i samemu spróbować czegoś podobnego. System walki jest bardzo mocną stroną nowego DmC i absolutnie każdy fan tego typu gier powinien dać innemu Dantemu szansę. Nawet jeśli nie może przeboleć jego czarnych włosów.
Bo cóż znaczy alternatywne (i przez to kontrowersyjne) podejście do znanej marki w obliczu świetnej zawartości? Oczywiście część zagorzałych fanów pierwszego Dantego nic nie przekona, ale warto podejść do DmC nie jako do kolejnej odsłony serii (a raczej spin-offu), a bardziej jako do kolejnej gry Ninja Theory. Zwolennicy tego studia nie mogą liczyć na lepszą rekomendację, a osoby niezaznajomione z jego twórczością powinny uwierzyć na słowo w zapewnienia o świetnych pomysłach na etapy i ciekawie przedstawione postacie. Scenarzysta wziął bowiem na warsztat banalny motyw walki z demonami potajemnie dążącymi do osiągnięcia władzy nad światem, Dante otwiera oczy niczym Neo z Matriksa, a i tak historia potrafi wciągnąć i zaintrygować.
Czy występ takiego Dantego będzie jednorazowym skokiem w bok? O tym prawdopodobnie zadecydują wyniki sprzedażowe gry. Jedno jest jednak pewne – Ninja Theory to specjaliści od pojedynczych tytułów, więc może niech tak zostanie również w przypadku DmC. Po ograniu dostępnego materiału jestem bardzo dobrej myśli i liczę, że scenarzyście nie podwinie się noga na ostatnich metrach. Nie może. O walkę jestem spokojny, o pojedynki z bossami również. Szczególnie po tym, co zobaczyłem w pewnej wieży… Ja już się zakolegowałem z czarnowłosym Dantem i nie mam oporów, by towarzyszyć mu w dalszej podróży. Odjazd 15 stycznia.