Po wielu dyskusjach uznaliśmy, że przekładanie premiery całej gry tylko z powodu trybu PvP byłoby nie w porządku w stosunku do wszystkich, którzy czekają na na kampanię jednoosobową i w trybie współpracy, a te w zasadzie są już skończone.
Skoro dziennikarskiego obowiązkowi stało się zadość i podałem tę jakże ważną informację, nie pozostaje mi nic innego, jak uderzyć w tony odrobinkę bardziej emocjonalne, uwalniające skryte pragnienia i żądze. Klucz do mojego szczęścia oraz poprawy poniedziałkowego humoru znajduje się ostatniej części tej wypowiedzi, jeśli jeszcze nie zauważyliście pogrubienia (dodam jeszcze podkreślenie, na wszelki wypadek). Przebiegam wzrokiem nerwowo to zdanie jeszcze raz, a umysł już przestawia się na tryb "Robienia sobie niepotrzebnie nadziei". I oto, co w dość krótkiej wypowiedzi Wilsona możemy jeszcze znaleźć na temat rychłej premiery gry:
W tej chwili wprowadzamy ostatnie poprawki i szlifujemy do końca kampanię i tryb jednoosobowy
A na samym początku wiadomości znajduje się kolejna wskazówka:
Odliczając dni do ogłoszenia daty premiery Diablo III...
Czyli wiedzą już, kiedy gra wyjdzie, ale nie powiedzą... Ale ważne jest to, że w końcu mówią o dacie premiery, a nie o widełkach premiery albo kwartale premiery. Skończyło się wyjdzie, kiedy wyjdzie, a zaczęło wiemy, ale nie powiemy. Szok! Jednak gra będzie miała premierę!
Tym bardziej cieszy mnie wiadomość o rychłym ogłoszeniu daty (wiem jak kretyńsko to brzmi, ale serce fana na idiotyzmy jest zamknięte), że właśnie skończyłem grać w pożyczoną od pewnego pomocnego człowieka betę (dzięki, Blizzard, za nieudostępnienie klucza, przywróciliście moją wiarę w ludzkość!) Diablo III, a raczej w ten wycinek rozgrywki, który firma udostępniła. Moje zwycięstwo nad końcowym bossem postanowiłem uwiecznić na poniższym filmiku.
new WP.player({ width:610, height:343, autostart:false, url: 'http://get-2.wpapi.wp.pl/a,61764431,f,thumb/d/8/d/d8d2348d240dfcb5047eb120ff4b00c3/fecf4bbe7a15e3253140f65c03820e85/diablo_3_gameplay_gotowy.mov', });Giń, poczciwa poczwaro!Nie jestem do końca przekonany, czy brodaty mnich Kung-Fu wypuszczony ze wschodniosłowiańskiego monastyru pasuje do świata paladynów i magów, ale pozostaje mieć nadzieję, że przekonamy się o tym wkrótce. Najlepiej w przyszłym miesiącu, proszę?