Tych z was, którzy w pierwsze Deus Ex nie grali, zapraszamy do pobrania wersji demonstracyjnej gry.
Obecnie, ponad 11 lat po premierze pierwszego Deus Ex, ciężko dyskutować z popularnością tej marki i niewyobrażalnym wręcz sentymentem, jakim darzą ją gracze, którzy świadomie zakupili „jedynkę” na przełomie wieków. Za co pokochano produkcję studia Ion Storm? I dlaczego było to tak unikatowe doświadczenie? Czas na krótkie przypomnienie.
Grając od kilkunastu lat, mam już na koncie co najmniej kilka tytułów, które w jakiś sposób zapadły mi w pamięć, niekoniecznie zawsze z powodu ich wybitnej jakości. Do dziś powracam do The Elder Scrolls III: Morrowind, by przemierzać rozległe krainy, gdzie faktycznie czuje się swobodę. Baldur's Gate zdarza mi się zainstalować chociażby dla kilkudziesięciu minut w prologu, w którym klimat gry niesamowicie podkreśla narracja Piotra Fronczewskiego, a sam gameplay wciąż sprawia frajdę. Gdzieś na Steamie czeka na mnie wykupione i wielokrotnie ukończone Star Wars: Knights of the Old Republic, bodaj najlepsza gra w uniwersum Gwiezdnych wojen, w jaką dane mi było zagrać.
Deus Ex jest jedną z takich pozycji, choć po latach powrót do niego uznałem za zbyt czasochłonny, a przez to kłopotliwy. Osobiście do dziś cenię w tej produkcji szeroko rozumianą swobodę. Prawdą jest, że każdy gracz preferuje nieco inne podejście do rozgrywki, a przez to nie lubimy być zbyt mocno nakierowywani czy wręcz prowadzeni za rękę. Na tym właśnie polu tytuł ten wygrywał. Grupkę wrogów dało się tu wystrzelać w stylu Rambo (choć było to mało rozsądne i logiczne), zwabić w pułapkę czy ominąć dzięki tunelowi wentylacyjnemu. A w szczególnych przypadkach nawet nigdy jej nie spotkać, jeśli właściwie pokierowaliśmy krokami naszego bohatera.