The Settlers Online to pozycja dla wytrwałych. Dla takich, co to nie przejmują się ślamazarnym tempem rozgrywki, skomplikowanym cyklem produkcji, ciągłym brakiem pieniędzy i surowców. Tutaj najważniejsza jest gospodarka. Cała reszta nie istnieje albo ma po prostu marginalne znaczenie. I w tym momencie każdy, kto przymierza się do tej gry, powinien zadać sobie pytanie, czy taki stan rzeczy mu odpowiada. Nie musimy dbać o samopoczucie naszych ludzików, nie pilnujemy, aby drogi odpowiednio łączyły domy, nie ma potrzeby też martwić się niespodziewanym atakiem ze strony wroga. Skupiamy się na budowaniu ekonomicznego mocarstwa.
Otrzymaliśmy bardzo mocno rozwinięty system produkcji, któremu w gruncie rzeczy nie ma czego zarzucić. Wszystko jest sensownie obmyślone – zbieramy surowce, z których potem wyrabiamy różne produkty. Z drugiej jednak strony, właśnie z powodu tej monotematyczności, gra nudzi się, a nawet frustruje, zwłaszcza że wiecznie czegoś nam brakuje.
Zaczynamy na niewielkim skrawku wyspy, mając dostęp do najbardziej podstawowych materiałów, takich jak drewno czy kamień. Budujemy domki, sprowadzamy pierwszych osadników, stawiamy chatki dla drwali oraz stolarnie. Pomocny okazuje się samouczek, który krok po kroku informuje, jaką budowlę należy wznieść, aby wyprodukować np. deski. Szkoda, że samouczek w żaden sposób nie przygotowuje na późniejszy chaos i horror związany z cyklem produkcji. Dla przykładu: aby wykuć najprostszy miecz, trzeba postawić pięć różnych budynków służących do pozyskiwania surowców oraz ich obróbki.
Droga tania gra
The Settlers Online to gra o bardzo ślamazarnym tempie. Budynki powstają wolniej od naszych autostrad, robotnicy pracują, jakby od miesiąca nie mieli nic w brzuchu, a magazyny wiecznie świecą pustkami i zapełniają się godzinami. Marne szanse, aby początkujący gracz, który ma z programem pierwszy czy nawet drugi raz do czynienia, stworzył sprawnie funkcjonującą osadę. I w tym momencie porozumiewawczo uśmiecha się do nas dystrybutor, proponując mikrotransakcje. Gra jest darmowa, ale została tak pomyślana, aby przynosiła zyski jej twórcom. Bez wspomnianych świecidełek rozwijanie osady jest naprawdę trudne. A gdy mamy ich odpowiedni zapas, przyśpieszamy tempo stawiania budynków, rekrutacji jednostek i poszukiwania surowców. Dwieście klejnotów warte jest dwa euro, a dwadzieścia cztery tysiące chodzi za sto euro. Swoje pięć tysięcy kryształków przepuściłem w ciągu trzech dni i to tylko w ramach ciągłego uzupełniania braków w materiałach. Najśmieszniejsze jest to, że w dłuższej perspektywie nic mi to nie dało. Kryzys pogłębiał się dalej.
Wojsko bez generała
Ale po co nam te wszystkie, parafrazując Waldemara Kiepskiego, kiełbasy, browary i inne towary? Ano dla naszej armii. Terytorium swego państewka poszerzamy, niszcząc obozy rozbójników. W zależności od poziomu technologicznego osady rekrutujemy różne typy żołnierzy. Wzorem poprzednich części oddziałami dowodzą generałowie. Niestety, ograniczenia, jakie narzuca taka forma dystrybucji, robią swoje. Starcia w przeglądarce wyglądają skromnie, a na ich przebieg nie mamy najmniejszego wpływu. Ot, oglądamy kłęby kurzu i dymu unoszące się w pobliżu atakowanej przez nas bazy. A o tym, kto wygrał bitwę, dowiadujemy się z końcowego raportu.
Zastanawiacie się pewnie, czy producentom udało się zawrzeć w ciasnych ramach przeglądarki ten uroczy, doskonale znany miłośnikom strategii klimat Settlersów? Niestety nie. Wystarczy wspomnieć, że jedynymi osadnikami, których widzimy, są nasi ciężko pracujący robotnicy. Z tego powodu nasza wioska przypomina jakiś socjalistyczny raj, gdzie wszyscy sumiennie pracują. A ci, którzy nie pracują, siedzą cicho w domach, knując zapewne spiski przeciwko władzy.
The Settlers Online oferuje także pewne możliwości, jeśli chodzi o kooperację z innymi graczami, jednak jej zakres jest bardzo ubogi. Po osiągnięciu siedemnastego poziomu rozwoju pojawia się opcja wymiany handlowej, co dla niektórych może być ostatnią deską ratunku, gdy w magazynach zaczyna brakować dosłownie wszystkiego. Możemy też zrzeszać się w gildiach i wspólnie brać udział w tzw. przygodach, które polegają zwykle na tępieniu co mocniejszych zgraj złoczyńców, za co otrzymujemy cenne, trudne do zdobycia materiały. Bardzo daje się odczuć brak starć pomiędzy graczami (PvP), ale taka szansa z pewnością jeszcze się pojawi z którąś większą aktualizacją programu.
A jak nasi mali osadnicy wyglądają w małym okienku przeglądarki? Grafika jest szczegółowa i wyraźna. Widzimy na przykład robotników pracujących w swoich warsztatach. Dużą zaletą jest fakt, że gra uruchamia się w okamgnieniu: najpierw pojawiają się granice, a następnie elementy otoczenia i budynki. Brakuje jednak szerszej palety barw, ale nie można wymagać wszystkiego. A muzykę budują głównie odgłosy natury, więc fani symfonicznych tematów obejdą się smakiem.
The Settlers Online nie zawiera wyraźnych, rażących błędów. Gołym okiem widać, że producenci doskonale wiedzieli, co chcieli stworzyć i to zrobili. Otrzymaliśmy zatem darmową grę, która ucieszy głównie zapalonych miłośników wszystkiego, co jest związane z produkowaniem i budowaniem wirtualnego potencjału gospodarczego. Tytuł pojawi się w polskiej wersji językowej w pierwszym kwartale tego roku.
Jeżeli chcecie sami sprawdzić opisaną betę - zapraszamy po darmowe kody od Imperium gier. Szczegóły w tym miejscu.