Tu zaczynają się problemy I świata.
Sprawdzacie sugerowaną przez polskiego dystrybutora cenę. 200 złotych bez 1 grosza. Sporo, 2 razy więcej niż za inne gry pecetowe, ale przecież StarCraft II też tyle kosztował w dniu premiery, a jest świetną produkcją. Blizzard nie wydaje swoich gier co rok, więc można za tak wysoką jakość zapłacić raz na te kilka lat.
Decydujecie się na zakup, a jak człowiek się już te 1/7 minimalnej krajowej (a raczej 1/5, jak słusznie zauważyli kochani użytkownicy) postanawia wydać , to chciałby zrobić to od razu i móc grać. Idziecie do sklepu. Diablo III nie ma, mówi zmęczony odpowiadaniem na to samo pytanie od 15 maja pracownik. Nie wiadomo, kiedy będzie. Była dostawa 10 sztuk, ale się rozeszły. Idziecie do drugiego sklepu, trzeciego, w czwartym jakiś zmyślny człowiek, który nie chciał sobie psuć humoru po prostu wywiesił kartkę: Diablo III nie ma w asortymencie. Prosimy czekać na informacje o kolejnej dostawie.
Jesteście zdecydowani, więc wracacie do domu i szukacie oferty w dużych, sprawdzonych sklepach internetowych, a tu… Przedsprzedaż na kolejną dostawę. W miesiąc po premierze gry. Niedorzeczne. No dobra, może zapłacimy Blizzardowi bezpośrednio. Gra kosztuje 60 euro, bez jednego eurocenta. Ponad 250 złotych. Nie wydaliście jeszcze nigdy tyle na grę, nawet konsolową. Sprawdzacie mniejsze sklepy internetowe. O, można kupić Diablo III. Cena: 250.
Jesteście zdecydowani, więc liczycie sobie, że te dodatkowe 50 złotych to wcale nie jest aż tak dużo pieniędzy. Lepiej zapłacić bezpośrednio Blizzardowi niż sklepom, które windują ceny za chodliwy towar. Kupujecie grę, ściąga się szybko. Chociaż łącza mają dobre. Sprawdzacie status gry na Battle.necie i nie wiadomo dlaczego pokazuje, że macie wersję próbną. Dziwne. Diablo III jest już na dysku, włączacie. Przechodzicie przez niesławny ekran logowania. Nie macie dostępu do domu aukcyjnego. Nie możecie grać ze znajomymi (ale fajnie, lista załadowała się ze StarCrafta II!). Dochodzicie do Króla Szkieletów i koniec pieśni. Zdobywacie 13 poziomów i na tym koniec. Co się dzieje?
To się dzieje: Aktualizacja 1.0.3 wprowadza przymusowy okres autoryzacji konta, który * trwa przez 72 godziny (czasami krócej). Przez ten czas gra, która kosztowała 250 złotych, ograniczona jest do „edycji startowej”, czyli do dema. Przez 72 godziny (CZASAMI KRÓCEJ!) możecie zrobić w grze to samo, co użytkownicy bety kilka miesięcy temu lub osoby obdarowane kluczem z wersji pudełkowej. Są to niezbędne kroki do zwalczania oszustw z kartami kredytowymi i innych aktywności, które psują wszystkim graczom zabawę. Pracownik firmy kończy swoją wypowiedź swojskim Chwilkę poczekajcie i uśmieszkiem. CZASAMI KRÓCEJ!*
Oto, co robi Blizzard: Po pierwsze, czeka na weryfikację płatności waszą kartą kredytową, aby zaoszczędzić sobie czasu i wysiłku w ściganiu oszustów, używających przeróżnych trików z kartami kredytowymi podczas kupowania gry. Po drugie, co ważniejsze, czeka na weryfikację waszej karty płatniczej, aby zapewnić stabilność działania domu aukcyjnego, w którym za prawdziwe pieniądze można kupić wygenerowany w rozgrywkach innych graczy ekwipunek. Działanie tego domu aukcyjnego jest kluczowe dla powodzenia Diablo III - grę przecież kupuje się raz, ale możliwość kupowania ekwipunku to inwestycja rozłożona na lata. Może do czasu, gdy wyjdzie WarCraft IV, który kosztować będzie 400 złotych.
Premiera Diablo III staje się jednym z bardziej niepokojących i kontrowersyjnych wydarzeń w branży gier komputerowych ostatnich lat. Najpierw wymusza na graczach poszukiwanie towaru, stanie w kolejkach, bieganie po mieście. Następnie wymaga logowania się do usługi sieciowej, nawet jeśli chcą bawić się samodzielnie. Działa to jako zabezpieczenie antypirackie, nieważne, jak opisze to producent. Prowadzi to do przepełnionych łącz w dniu premiery, w wyniku czego osoby, którym udało się kupić grę 15 maja, nie mogą jej włączyć przez nawet 48 godzin. Uwydatnia to ewidentne braki w infrastrukturze sieciowej, nieprzygotowanej na przyjęcie wszystkich zainteresowanych użytkowników jednocześnie, najwyraźniej dostosowanej do przewidywanego „normalnego” ruchu.
new WP.player({ width:610, height:343, autostart:false, url: 'http://get-2.wpapi.wp.pl/a,61764431,f,thumb/4/d/0/4d0ac378f9b3b1401398f6428f8a8c1b/fecf4bbe7a15e3253140f65c03820e85/d3_ql_gotowy.mov', });Nieczyste zagrywki kontra Diablo III. Wersję wideo w wyższej rozdzielczości znajdziecie pod Na tym jednak problemy się nie kończą. Diablo III w 2 dni po premierze nie da się kupić w żadnym sklepie. Pozostaje tylko dystrybucja cyfrowa na stronie Blizzarda oraz przeróżne małe sklepy, które windują ceny. Sprzedawcy nie wiedzą, kiedy będzie dostawa. Mija ponad miesiąc i w największych punktach detalicznych wciąż brakuje pudełek. Można to zrzucić na karb popularności, ale ile czasu zajmuje sprzedawcy zorientowanie się, że trzeba zamówić drugą partię? Skąd oni ściągają kolejne dostawy, że trwa to tyle czasu? Pozostaje dystrybucja cyfrowa, do której przecież nikt nikogo nie zmusza. Ale jeśli chcesz grać…
Za to jeśli już kupicie tę grę pecetową, która kosztuje ponad 2 razy więcej niż jej bracia i siostry na półkach sklepowych, to przez 72 godziny nie możecie się nią cieszyć, bo producent musi sprawdzić, czy przypadkiem nie jesteście jednym z oszustów. W usłudze sieciowej, którą sam narzuca. Do gry, za którą przed chwilą zapłaciliście. Diablo III przestaje przypominać produkt, zaczyna wyglądać jak sieciowa infrastruktura rozrywkowa z płatnym dostępem. I to z problemami.
Diablo III to świetna gra, ale wszystkie jej zalety Blizzard zasłonił szczelną kurtyną ceny, infrastruktury i walki z oszustami. Wszystkie te zabezpieczenia, zabiegi cenowe, aktualizacje wprowadzające ograniczenia, które uderzają w nowych użytkowników sprawiają, że do kolejnych produktów Blizzarda będę podchodził bardzo ostrożnie. Jeśli mam do wyboru: ustawić się w kolejce w przeddzień premiery, licząc na to, że gra się uruchomi albo przez następny miesiąc starać się kupić produkt za pieniądze i marnować czas biegając po sklepach, to istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że wybiorę trzecią opcję
A teraz wyobraźcie sobie, że tak wygląda premiera każdej dużej gry.